Na jakie gry 2018 roku czekamy NAJBARDZIEJ?

gry 2018 roku

Nowy rok rozpoczął się w najlepsze, a pierwsze większe premiery wyglądają już zza horyzontu, aby wejrzeć w nasze portfele. Pomimo lekkich obaw spowodowanych niektórymi nieczystymi zagraniami wydawców jesteśmy pełni nadziei, że ten rok będzie obfitował w dobre tytuły. A czego możemy się spodziewać w ciągu nadciągających 12 miesięcy? Nasi redaktorzy wybrali dla was gry 2018 roku, na które czekamy z zapartym tchem.

Izabela Pamuła – piękno średniowiecza i morskie opowieści

Kingdom Come Deliverance | RPG bez smoków

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej debiutanckiej grze praskiego Warhorse Games, zastrzygłam uszami. RPG bez magii osadzone w jednej z prowincji średniowiecznych Czech? Wchodzę w to. Kingdom Come Deliverance pozwoli nam wejść w buty Henryka – syna prostego kowala, który traci swoją rodzinę w wyniku wojny o tron prowadzonej przez dwóch zwaśnionych braci. Poszukający zemsty chłopak mimowolnie zostaje więc zaplątany w sieć politycznych intryg. Gra oferować ma ogromny immersyjny potencjał. Jej piękny, otwarty świat (oparty na istniejących naprawdę czeskich krajobrazach Sázavy i Rataj nad Sázavou) zamieszkany będzie przez postaci reagujące na zachowania i postępki bohatera. Jeśli okradniemy kowala z potrzebnych mu narzędzi, ten podniesie ceny; a jeśli zaczniemy zabijać mieszkańców miasteczka w celu zdobycia ich dobytku, to reszta zacznie nosić przy sobie cięższy oręż.

Kingdom Come Deliverance oferować ma graczowi różnorodne ścieżki wypełnienia zadań. Będziemy mogli oprzeć się na elokwencji bohatera, pozostać w cieniu lub zaprzęgnąć do działania siłę naszych mięśni. Jednak same starcia w grze należeć będą do niejednorodnych. Warhorse zaangażowało do pracy znawców oręża i średniowiecznych stylów walki. Umiejętne posługiwanie się mieczem, toporem czy buzdyganem wymagać będzie nauki i poznania precyzyjnych mechanik. Kingdom Come Deliverance przypomina specyficzne połączenie serii Elder Scrolls, Mount&Blade oraz Wiedźmina. Na tej pierwszej wzoruje się oddając wolną rękę graczowi i pozwalając mu zawędrować, gdzie tylko chce. Ta druga przychodzi mu jako inspiracja w precyzyjnym podejściu do konstruowania mechanik. Zaś z trzeciej gry czerpie podejście do kreowania urodziwego, ale naznaczonego konfliktem i powagą świata. Zobaczymy, co z tego kotła kontekstów wyjdzie.

Premiera: 13 lutego 2018

Pillars of Eternity II: Deadfire | Na morskim szlaku

Z quasi średniowiecznego Jelenioborza wprost na inspirowany motywami kolonialnymi tropikalny i wulkaniczny Archipelag Martwego Ognia. Z bezpiecznych murów Caed Nua na chybotliwą burtę statku. A wszystko to za sprawą Eothasa – uważanego za martwego boga słońca – który okazuje się zamieszkiwać statuę, na filarach której spoczywa zamczysko bohatera. Pillars of Eternity II: Deadfire – sequel duchowego następcy serii Baldur’s Gate – zrywa ze swoimi korzeniami, choć nie przestaje o nich pamiętać. W grze wcielimy się ponownie w protagonistę jej pierwszej części. Naszym zadaniem będzie zapolować na Eothasa i odkryć tajemnicę powiązania jego duszy z duszą bohatera. Największe zmiany nie dotyczyć będą jednak settingu gry, ale mechanik. W porównaniu do pierwszej części, gdzie na wzór Baldur’s Gate zarządzaliśmy sześcioosobową drużyną, w Pillars of Eternity II pokierujemy pięcioma osobami. Zmienione zostaną także system klasowy i sztuczna inteligencja.

W potyczkach rolę odgrywać będą naturalne procesy fizyczne czy dynamiczna pogoda. Walka abordażowa w czasie burzy inaczej przebiegnie niż w pogodny dzień. Zmiany dotkną również typologii wrogów – na swojej drodze, oprócz standardowych przeciwników naszego wzrostu, napotkamy kolosy, które wymagać będą od nas przedsięwzięcia nowych taktyk. Przebudowie ulegnie również system eksploracji. Tym razem dowolnie zwiedzać będziemy wyspy Archipelagu, podążając ścieżkami naszych zadań. Ich rozwiązywanie urozmaici nie tylko bogata topografia Martwego Ognia, ale też dynamiczny cykl życia NPC. Nie będą oni sztywno czekać na ruch gracza – ich zachowania ulegną zmianie pod wpływem małych i dużych wydarzeń. Jeśli, na przykład, zamienimy jednego z ulicznych artystów w świnię, publika pierzchnie w popłochu, a biznes zostanie zrujnowany. Pillars of Eternity II Deadfire może okazać się ciekawym połączeniem nostalgicznego podejścia do tworzenia RPG z twórczym spojrzeniem na przyszłość gatunku.

Premiera: 2018

Piotr Kozioł – Macki, macki i biologiczna maszyneria

Scorn | Fantazja Beksińskiego

Nie ukrywam – wyczekuję Scorn nie tyle jako „gracz”, co raczej jako osoba pragnąca odbyć ciekawe doświadczenie audiowizualne. Myślę o tej grze jako o pewnym rodzaju doświadczenia; dowodu, ile artyzmu drzemie w tym medium. Tytuł ten to FPS osadzony w świecie będącym mieszanką tego, co kochamy w pracach Gigera czy Beksińskiego. Przyjdzie nam przemierzać obce uniwersum, balansujące pomiędzy fascynującą obrzydliwością półbiologicznej maszynerii a pięknem nieznanych form życia.

Niesamowitą immersję wprowadza także brak HUDa, na dodatek gra pozbawiona ma być cutscenek, wszystko opowiadając z użyciem gameplayu. Ten ostatni ma skupiać się na eksploracji, walce i rozwiązywaniu zagadek przestrzennych. Scorn to wyprawa do umysłu artystów koncepcyjnych stojących za grą – co więcej, wnioskując po interaktywnym demie, podróż piekielnie wciągająca w swoje otchłanie. Tego typu produkcje zawsze zajmują specjalne miejsce w mojej głowie. Nawet, jeżeli nie wyróżniają się oryginalnością od strony samego przebiegu rozgrywki, tak wykonanie i pomysłowość ich świata przedstawionego nie pozwala, by łatwo popadły w zapomnienie.

Premiera: czerwiec 2018

Call of Cthulhu | Piękno horroru i Wielcy Przedwieczni

Pamiętacie Call of Cthulhu: Dark Corners of the Earth? Mówi się, że to ostatnia dobra gra, jaka wyszła w oparciu o prozę Lovecrafta. Nie wiem, jak Wy, ale ja zgadzam się z tym stwierdzeniem. Twórczość Samotnika z Providence uwielbiam od dziecka. O nowym Call of Cthulhu nie wiemy na razie zbyt wiele. Tylko tyle, że ma to być przygodowa skradanka z elementami RPG, w której obecny ma być system szaleństwa (ten ostatni w DCotE został uznany za ikoniczny). Gra zabiera nas na wyspę Darkwater, gdzie ludzie znikają, wieloryby umierają, a w mrokach uliczek czai się pradawne zło. Nad tym oczywiście góruje kult Wielkich Przedwiecznych.

Po prawdzie, mam nadzieję na klimatyczny i udany tytuł. Obecny rynek growych horrorów pełen jest powielania kilku utartych i udeptanych schematów. Tymczasem produkcji, która oddawałaby atmosferę weird fiction naprawdę umiejętnie – ze świecą można szukać. Od strony graficznej Call of Cthulhu zapowiada się pięknie, mimo oszczędnej palety barw, właściwej dla tego typu gry. Czy wreszcie doczekamy się horroru, który potrafi zbudować klimat i pokazać, jak winno wyglądać prawdziwe szaleństwo ze zgrozy? Oraz, czy twórcy podołają i przedstawią Przedwiecznych w sposób, w jaki powinni się oni prezentować: monumentalnie, kosmicznie i przerażająco? Miejmy nadzieję.

Premiera: 2018

Piotr Boryn – Sauron powraca

The Lord of the Rings Living Card Game | Urukowie w talii i as w rękawie

Najbardziej wyczekiwaną przeze mnie grą roku 2018 jest zdecydowanie The Lord of the Rings Living Card Game wydawane przez studio Asmodee Digital. Składa się na to kilka powodów. Przede wszystkim ciekaw jestem, jak na rynku poradzi sobie model LCG. W przeciwieństwie do CCG (Collectible Card Game) nie będziemy mieli tutaj do czynienia z losową dystrybucją kart – kiedy zdecydujemy się na zakup zestawu to z góry wiemy jaka będzie jego zawartość. Na pewno jest to świetne rozwiązanie dla graczy, których nie obchodzi stan ich kolekcji, albo którzy nie mają czasu, żeby ją powoli budować. Jest to jednak równoznaczne z tym, że zostaniemy pozbawieni zarówno momentów wielkiej radości jak i frustracji związanych z otwieraniem boosterów. A chyba każdy kto grał w jakiekolwiek CCG zgodzi się, iż element ten odgrywa ważną rolę w kształtowaniu doświadczenia gracza.

The Lord of the Rings Living Card Game ma w założeniu być portem papierowej karcianki wydanej w roku 2011 – The Lord of the Rings: The Card Game. Oczywistym jest jednak fakt, że nie wszystko da się idealnie przenieść na ekran komputera, dlatego niektóre mechaniki zostaną zmienione. Będzie to więc interesująca lekcja game desgnu. Przed zagraniem w wersję komputerową na pewno uważnie przestudiuję oryginał, żeby dostrzec i zrozumieć rozwiązania, które zastosowali twórcy.Na koniec zostawiłem jeszcze jeden powód – uniwersum. Nie wymieniam go tylko dlatego, że je lubię, ale także dlatego, że jest bardzo popularne. Może osoby, które do tej pory nie miały styczności z grami komputerowymi zainteresują się tym tytułem z racji tego, że to Władca Pierścieni? Może za pięć lat będę rozmawiał ze znajomymi dyskutując o tym, czy lepiej mieć w talii Aragorna czy Gandalfa? Z niecierpliwością czekam na premierę. Szczególnie, że oprócz starć między graczami przewidziany jest jeszcze tryb jednoosobowy i tryb kooperacji. Zapowiada się na ciekawą przygodę!

Premiera: 2018

Adrian Garlacz – Biczowanie i metro na powierzchni?

Darksiders 3 | Powrót historii Czterech Jeźdźców Apokalipsy

Dlaczego oczekuję z niecierpliwością na kolejną część Darksiders? Po upadku THQ i rozpadzie Vigil Games większość fanów serii straciła wszelkie nadzieje na kontynuację historii Czterech Jeźdźców Apokalipsy w walce przeciwko Radzie Spopielonych. Radość z wiadomości o pracach nad trzecią odsłoną gry wzrastała z każdymi informacjami na jej temat. Wielkim zaskoczeniem był trailer nowej części, który pokazuje, jakoby Furia jako jedyna nie sprzeciwia się woli Rady, a stara się wypełnić jej rozkazy. Stylistycznie gra wydaje się powracać do klimatu pierwszej części z jednoczesnym dodaniem nowych mechanik dopasowanych do stylu nowej protagonistki. Jak to mówią – shut up and take my money!

Premiera: 2018

Metro: Exodus | Rosyjska kolej i mamu… mutanty

Wielu fanów uniwersum Metro 2033 Dmitra Glukhovskiego zachwycił fakt, że powstaje nowa gra, której akcja będzie odgrywać się po wydarzeniach z ostatniej części książki – Metro 2035. 4A Games pokazało nam już na przykładzie poprzednich części, że potrafią niemalże idealnie przenieść nas w świat postapokaliptycznej Rosji. Dlatego też Metro: Exodus wrzucam również na listę must have 2018 roku. Otwarty świat, który pokaże nam wizję nuklearnej zagłady, nierówna walka ze zmutowanymi przeciwnikami a do tego klimat nieodłącznie związany z uniwersum Metro 2033. To właśnie to, na co czekają wszyscy fani serii ze mną na czele. Metro: Last Light, czyli poprzednia odsłona gry kontynuowała historię z książek, zatem Exodus tym bardziej zainteresuje graczy ciekawych dalszej historii Artema. Pociąg do nuklearnej Moskwy odjeżdża z toru pierwszego przy peronie… A nie, to nie ta historia…

Premiera: 2018

Marcin Popielarz – Ojciec-brodacz i wampir-chirurg

God of War | Ostudzenie klimatu

Nowa część God of War budziła niemałe emocje już od pierwszych przecieków. Na długo przed pierwszymi zapowiedziami wśród graczy pojawiła się informacja, że Kratos opuszcza Grecję, aby zaszyć się na dalekiej północy. Początkowo wszyscy uważali, że pełnemu furii bohaterowi za skórę zaszli bogowie wikingów, więc przyjdzie pora szaleńczo rozczłonkować tamtejsze wierzenia. Jednak i tutaj spotkało nas niemałe zaskoczenie, bowiem furiat z bródką zamienił się w spokojnego i opanowanego brodacza. Mało tego! Stał się ojcem i zatracił zdolność skakania!

A teraz nieco bardziej na poważnie. Nowa część przenosi graczy w rejony znane z wierzeń nordyckich. Do tego Kratos uspokoił swój temperament i założył rodzinę. W grze  istotną rolę ma odgrywać zarówno kooperacja, jak i relacja z młodym synem. Stworzony od nowa ma zostać także system walki, który tym razem osadzony będzie blisko za plecami bohatera. Zmieniona zostanie także sama struktura rozgrywki, która bardziej skupi się na walce, oddalając znane z poprzednich części elementy platformowe. Według pierwszych informacji kampania gry zajmować ma nawet 25-30 godzin pozostając całkowicie liniową. Pomimo liniowości same lokacje mają jednak być bardziej otwarte niż te znane z poprzednich części serii.

Nie kryję, że bardzo podobały mi się poprzednie części, jednak widać w nich było pewną powtarzalność, która mogłaby zaszkodzić serii. Wobec tego takie podejście do praktycznie całkowitej zmiany postrzegam jak najbardziej na plus. Pod znak zapytania stawiam jednak, jak twórcom uda się zmienić postać Kratosa i sam system walki. Istotnym także zdaje się sama fabuła, która ostatnio mocno ustępowała miejsca kreacji świata. Jeśli jednak nikt nie będzie nam próbował wmówić patetycznej i pustej historyjki o dobrym ojcu, a stworzony zostanie swoisty kompromis pomiędzy dawnym charakterem Kratosa, a jego zmianą, to nowy God of War może osiągnąć sukces, za który zresztą będę trzymał kciuki.

Premiera: marzec 2018

Vampyr | Dylematy moralne wampirów

Ten tytuł jest w mojej opinii jednym z najciekawszych w tym roku. Może okazać się hitem, albo wydmuszką, jakiej dawno nie było. Ale po kolei. W Vampyr wcielimy się w postać Jonathana E. Reida, który jest cenionym chirurgiem wojskowym. Postać żyje w Londynie w czasach epidemii hiszpanki (lata 1918-1919). Pewnego dnia budzi się w zbiorowej mogile i odkrywa… że jest wampirem. Powraca do żywych, jednak musi godzić trudy własnej profesji w czasie epidemii z rosnącą w nim żądzą krwi. Gra ma być RPGiem, więc istotną jego część stanowić będą relacje między postaciami. Gracz będzie musiał więc podejmować trudne decyzje i walczyć z sumieniem protagonisty. Jeśli nie pożywimy się krwią, to sami możemy odnosić poważne skutki głodu, z kolei zabijanie przeciwników i picie ich krwi naraża nas na skutki w fabule. Twórcy zapowiadają, że każda decyzja ma mieć swoje konsekwencje w przełożeniu na świat gry.

Jak sami widzicie, brzmi to świetnie i bardzo górnolotnie. Problemem jest jednak to, że studio odpowiadające za grę to DONTNOD Entertainment, które do tej pory stworzyło jedynie średnie Remember Me i ciepło przyjęte Life is Strange. Chcę wierzyć, że mogą oni stworzyć tak ambitną i rozbudowaną grę, ale wydaje mi się, że mogą napotkać pewne problemy na swej drodze. Faktem jednak jest, że studio udowodniło już, że potrafi stworzyć angażujące i dobrze prowadzone historie. Z drugiej jednak strony walka prezentowana na pierwszych materiałach nie powala i wygląda nieco sztywno. To jednak nie stanowi problemu dla mnie, bowiem jeśli historia Vampyr będzie dobra, a jej wpływ na mechanikę choć w połowie tak dobry, jak mówią twórcy, to myślę, że śmiało możemy mieć jedną z ciekawszych gier 2018 roku. Z drugiej jednak strony może okazać się wydmuszką i projektem, w którym wydawca utopi morze mamony. Będę z niecierpliwością wyczekiwał pierwszych recenzji.

premiera: czerwiec 2018

I tak właśnie przedstawia się lista najbardziej wyczekiwanych gier w naszej redakcji. Wierzymy, że ten rok będzie lepszy od (bardzo dobrego) poprzedniego i niekoniecznie gorszy od następnego. Czego brakuje w naszym zestawieniu? Dajcie znać w komentarzach!