Dlaczego my wciąż wracamy do Nowego Vegas?

Fallout: New Vegas

Jest rok 2017, mijają lata od premiery Fallouta 4, a jednak to właśnie do Nowego Vegas gracze chętniej wracają (i je modują), niźli do świata wykreowanego przez Bethesdę. Czy gra ta – po latach – naprawdę kupiła sobie nieśmiertelność?

Fabuła przez duże F

Osobiście wynoszę historię opowiedzianą w New Vegas ponad nawet skrypty stojące za pierwszymi dwiema częściami Fallouta. Podobnie jak F1 i F2, jest ona wielotorowa, pozwalając na maksymalizację immersji. Ma w sobie jednak megatonę (that inside joke tho) polotu. W pierwszych sekundach gry dostajemy kulką prosto w twarz, cudem przeżywamy i rozpoczynamy poszukiwania naszego oprawcy. Choć początek rozgrywki może zostać uznany za nużący – mam tu na myśli Goodsprings i mikrospołeczność z tymże związaną – to im dalej w las, tym gęściej od smolistego dymu, krwi i klimatu zdolnego powalić rozjuszonego krętoroga.

Dojście do tytułowej ostoi cywilizacji to parogodzinna tułaczka (lub, jeśli znamy odpowiednie sposoby – krótki spacer, hołdując starym Falloutom). Podobnie kwestia poznania antagonisty, który oczywiście jest tylko elementem całej układanki. Gra świetnie buduje napięcie i widać w niej echa dawnych dzieł Black Isle – chociażby wizja poznania takich postaci jak Master, czy Frank Horrigan. Nad tym wszystkim góruje możliwość obrania jednej z wielu dróg w kwestii frakcji występujących w grze. Nie wspominając o szansie działania na własną rękę (w tym na przykład przejęcia Vegas). Bolączką gier Bethesdy, tych, które ukazały się po Morrowindzie, jest właśnie główna oś fabularna. Zazwyczaj banalna, patetyczna. Nie inaczej było zresztą w przypadku F3 i F4 – szukanie ojca, szukanie syna, odbicia lustrzane samych siebie. I choć trzecia i czwarta odsłona Fallouta błyszczały w kwestiach eksploracji, oferując świetną narrację przestrzenną (z naciskiem na F3), to jednak New Vegas oferuje nie tylko to, ale i znacznie więcej.

Świat przedstawiony

Gra robiona przez (po części) mózgi stojące za stworzeniem całego, oryginalnego uniwersum, to nieco inna para kaloszy od gier bethsdowych. Bethesda skupia się na tworzeniu realiów przyjemnych w odbiorze dla gracza – swoistych parków rozrywki. Niemożliwie małe tereny upchane niezliczonymi punktami mającymi przyciągnąć naszą uwagę – tak było w Oblivionie, Skyrimie, F3 i F4 i tak też pozostanie, chyba, że nadejdzie dzień, gdy Todd Howard uda się na drzemkę akurat wtedy, gdy projektanci kreatywni postanowią zabrać się za kreowanie szkicu świata.

New Vegas jest więc wiarygodne. Na tyle, na ile wiarygodny może być świat, który przed dwustoma laty spotkał się z zagładą nuklearno-biologiczno-społeczną. Pustynia Mojave jest całkiem dużym i pojemnym obszarem, którego umiejscowienie jest niezwykle bliskie miejscom ze starych odsłon gry. Tym samym przejawy życia społecznego na niej mają logiczne podwaliny. Cala mapa jest zaprojektowana pod bycie sensownym systemem ekonomicznym, którego mieszkańcy naprawdę mogliby z wolna odbudowywać w tych warunkach cywilizację.

Fallout: New Vegas

Szczegóły

Każdy, ale to każdy główny Fallout (poza częścią czwartą) oferował kreację dopieszczoną do granic możliwości, pewną spójność. F1 i F2 – umożliwiały eksperymentowanie z umiejętnościami i dialogami. F3 – dopracowany do najmniejszych detali świat (choć z kolei tutaj mamy problem z błędami logicznymi, pokroju głupawej Megatony. Kto buduje miasto wokół niewypału jądrowego?), a FNV udaje się połączyć obie te cechy. I eksplorator i zatwardziały erpegowiec znajdą tu swoją niszę. Czarny humor, nawiązania do poprzednich gier, do popkultury, drobiazgi. Zwiedźcie dobre wszystkie domy w Novac. To powie więcej, niż moje elaboraty. To gra, w którą można grać i grać. Nie tylko ze względu na masę wariantów zakończeń, wykluczających się questów i sytuacji, które wymagają stworzenia co najmniej trzech buildów postaci by zobaczyć większość (ale nie wszystko), co przygotowali twórcy. Również ze względu na możliwość odkrywania tony easter eggów i tajemnic.

DLC

Mówią, że New Vegas kupiło swoją żywotność za pośrednictwem jakości; a nieśmiertelność dzięki dodatkom doń. I nie da się ukryć, że bardzo one rozbudowują i różnicują świat gry. Co prawda przechodząc Honest Hearts czułem się, jakbym trafił do Far Cry’a, ale unikalność niektórych rozwiązań przekroczyła moje najśmielsze oczekiwania. Ten, kto pokrył się zimnym potem w Sierra Madre wie, o czym mówię. Choć DLC do Fallouta 3 również prezentowały dobry poziom, to jednak New Vegas przebiło zarówno tę grę, jak i jej dodatki.

Fallout New Vegas > Fallout 2 > Fallout 1 > Fallout 3 > Fallout 4

W domyśle gra miała być trudniejsza. “Hardcore mode”, zmuszający do uzupełniania poziomu wody, karmienia i odpoczywania zdaje się być domyślnym sposobem na rozgrywkę. Przez konsolizację i krótki okres czasu produkcji gra nie została pod tym aspektem dopracowana tak, jak dopracowana być powinna. Z pomocą przychodzą oczywiście mody – w tym jsawyer mod, stworzony przez jednego z projektantów FNV. Pomimo to gra oferuje wszystko, czego oczekiwałby człowiek, który zjadł swoje zęby na F1 i F2. Czuć, że to po prostu właściwy Fallout. Że to gra robiona z sercem. Owszem, grafika się zestarzała – tak jak w przypadku starych gier – ale radość z rozgrywki pozostaje niewspółmiernie wyższa, niż w przypadku odsłony najnowszej.