Dark Souls z koparkami? Recenzujemy The Surge

The Surge

The Surge to Soulslike przez duże “S”. Nie można jednak powiedzieć, aby była to gra odtwórcza względem Dark Soulsa. Produkcja studia Deck 13 posiada własną tożsamość i wiele udanych rozwiązań, które czynią ją tytułem godnym uwagi. Niestety, nienajwyższy budżet i kilka nietrafionych decyzji odcisnęły na nim swoje piętno.

W recenzji Lords of the Fallen (która tutaj) opisałem Wam konflikt jaki wystąpił pomiędzy polskim CI Games a Deck 13. Starczy powiedzieć, że obydwa studia miały skończyć na sądowych salach, ale koniec końców doszło pomiędzy nimi do ugody. Ta jednak nie zatarła złego wrażenia po produkcji Lords of the Fallen i niedługo później obydwaj deweloperzy zapowiedzieli swoje kolejne soulslike’i. CI Games zapowiedziało nadal niewydanego Lords of the Fallen 2, a Deck 13 ogłosiło pracę nad nienazwaną grą, którą niedługo potem okazał się być bohater dzisiejszego tekstu. The Surge ujrzało światło dzienne 16 maja 2017 roku na komputerach osobistych, a także konsolach PlayStation 4 i Xbox One. Wersja ogrywana na potrzeby recenzji to ta z blaszaków. Z wartych wspomnienia informacji dodałbym jeszcze, że grę wydało Focus Home Interactive a jej sztywna kategoryzacja gatunkowa to action RPG. A teraz do tekstu!

Wstań z kolan! Wstań z wózka!

Gra rozpoczyna się motywacyjnym filmikiem, którego start to jedna z najbardziej wyświechtanych fraz prac dyplomowych. Mowa oczywiście o “jak mawiali starożytni Grecy”! Jak się jednak chwilę później okazuje jest to element kampanii reklamowej organizacji CREO – przeogromnej firmy pracującej nad wieloma projektami technologicznymi. Jednym z projektów marki jest projekt poprawy atmosfery zrujnowanej gazami cieplarnianymi poprzez wystrzeliwanie w nią rakiet z tajemniczym pakunkiem. Drugim projektem jest tworzenie i ulepszanie egzoszkieletów. Są to stalowe części zespolone ze szkieletem człowieka i kontrolowane przez jego siłę woli. Owe narzędzia pozwalają na zwiększenie swoich zdolności fizycznych: podnoszenie ciężkich pakunków, skakanie na wielkie wysokości czy zwiększenie swojej szybkości.

The Surge
Coach Mike poleca The Surge.

Nasz bohater jest jedną z osób zainteresowanych przystąpieniem do projektu egzoszkieletowego. Chce tego, ponieważ… jest niepełnosprawny. Pierwsze minuty poruszamy się na wózku. Po krótkim zwiedzaniu nowoczesnych korytarzy docieramy do rozwidlenia. Możemy wybrać czy chcemy być zwinnym technikiem z lekkim opancerzeniem, czy też może ciężkozbrojnym pracownikiem radzącym sobie z maszynami i ciężarami większego kalibru. Po wyborze nasz bohater podjeżdża do stanowiska egzoszkieletowego i… czar pryska.

Coś tu jest nie tak

Po tym jak nasz bohater siada na specjalnym stanowisku do implementacji wspomagających narzędzi dochodzi do sceny niczym z horroru. Protagonista rozstaje związany a maszyny wwiercają metalowe elementy w jego ciało bez znieczulenia, przy użyciu śrub. Po kilku scenach o wątpliwej przyjemności oglądania nasz bohater mdleje. Niedługo później budzi się… porzucony na śmietnisku. Wokół latają nastawione bojowo drony, on sam nie wie co się dzieje a inne osoby z ośrodka badawczego, które noszą podobny do niego egzoszkielet zachowują się jak zwłoki kontrolowane przez wspomagającą maszynerię. Cały kompleks badawczy podzielony na różne sekcje tematyczne jest pełen takich zombie-maszyn które będą walczyć z graczem, a on sam w towarzystwie nielicznych ocalałych będzie musiał odkryć co w zasadzie zaszło.

The Surge
Jak oddać uczucie towarzyszące pacjentowi na fotelu stomatologicznym.

Jak się domyślacie za pewne wspaniała ratująca świat firma ma swoje za uszami. Pomimo tego historia nie jest jednak banalna, a interesująca i wciągająca. Z licznych rozsianych po świecie audiologów poznajemy fabułę, a jak na soulslike’a przystało wiele możemy też wyciągnąć z opisu przedmiotów, zachowania bohaterów i projektu lokacji. Pod tym kątem Deck 13 bardzo dobrze wywiązało się z roboty. Historia jest mroczna, niejednoznaczna a do jej rozwikłania będziemy potrzebowali kilku chwil refleksji.

KLIMAT!

Fabuła jest ciekawa, ale nie przyciągałaby tak bardzo, gdyby nie spójny i przemyślany klimat gry. Przede wszystkim kompleksy badawcze są zbudowane w dość autentyczny sposób (no może poza tym, że w całej grze nie natkniemy się na ANI jedną toaletę. Być może egzoszkielety posiadają… obieg zamknięty?!). Przemierzamy różne sekcje. W jednych będziemy przemierzać prażone złotym słońcem złomowisko pełne śmieci, zgniecionych elementów blachy i złomu, w innym mroczne korytarze potężnych kompleksów robotniczych pełne maszyn i robotów spawających a w jeszcze innych laboratoria upstrzone komputerami, migającymi światłami i niedokończonymi projektami badawczymi. Choć całą grę spędzamy w korytarzowych lokacjach to nie można tutaj narzekać na nudę.

The Surge
Nie przeszedł wstępnych testów wytrzymałościowych?

Podobnie skuteczne w utrzymaniu klimatu są zachowania przeciwników. Snują się oni wykonując jakby zaprogramowane wcześniej polecenia, co potrafi momentami przyprawić o dreszcz wzdłuż pleców. Dodatkowo co jakiś czas napotykamy na kolejne materiały audiowizualne, które prowadzi zawsze ten sam prezenter. Promuje on niektóre działania CREO, przeprowadza wywiady z gośćmi. Widać po nich, że są utrzymane w ściśle propagandowym stylu. Przyciągają i aż chce się ich słuchać. Szczególnie, kiedy w materiale słyszymy o wspaniałym kompleksie a chwilę później sami możemy dla kontrastu zobaczyć płomienie, krew i wszechobecny złom.

The Surge
Jeśli program multimiliardowej korporacji przedstawia Ci młody i energiczny chłopak, który ambitne osiągnięcia próbuje przedstawiać w lekki i przystępny sposób mówiąc o “starożytnych Grekach” to możesz być pewny, że coś jest nie tak Drogi Czytelniku. Swoją drogą aktor grający jego rolę wykreował dobrą i autentyczną postać.

Klimatyczna w grze jest także jej spójność świata przedstawionego. Zarówno gracz jak i przeciwnicy używają do walki przede wszystkim narzędzi robotniczych. Każde z nich jest odpowiednio nazwane a w opisie możemy przeczytać do czego służy. Podobnie kombinezony służą w grze za zbroje do walki, choć zaprogramowane i stworzone zostały w zgoła innym celu.

Złowieszcza koparka!

Elementem, z którego w okolicy premiery podśmiewali się gracze jest projekt niektórych bossów i przeciwników. Otóż w grze będziemy walczyć nie tylko z maszynami bojowymi, a także robotami przemysłowymi, takimi jak roboty spawalnicze, czy mobilne podajniki. Tym co jednak wzbudziło najwięcej uśmiechów jest… koparka! Otóż to! Jednym z trudniejszych przeciwników gry jest koparko-przerabiarka odpadów. Uwierzcie mi, że ten warkot będzie Wam się śnił po nocach 😀

The Surge
Chodź do cioci!

Rozgrywka

Jeśli graliście w Dark Souls, to w zasadzie wiecie jak gra się w The Surge. Twórcy nie wymyślają na nowo koła w tym aspekcie. Przemierzamy więc spore korytarzowe lokacje eksplorując, szukając przedmiotów, rozwiązując główne i poboczne zadania, walczymy z przeciwnikami, zdobywamy doświadczenie które w razie śmierci tracimy i mamy określony czas i tylko jedną szansę by je odzyskać. Jeśli po drodze zginiemy to zostawiamy kolejną “plamę” z ilością doświadczenia (tutaj nazywanego złomem), które mieliśmy przy sobie w chwili śmierci. W razie takowej wracamy do specjalnego miejsca w którym możemy rozwijać naszą postać. Są to kapsuły CREO do których schodzą znalezieni ocaleni (możemy z nimi rozmawiać albo wykonywać pojedyncze zadania. Nie są oni zbyt istotnym elementem gry). W każdym sektorze jest tylko jedna taka kapsuła. Nie musicie się jednak obawiać, że oznacza to backtracking albo daleki marsz do bossa w razie śmierci: choć kapsuł nie ma dużo to twórcy doskonale poradzili sobie z projektowaniem lokacji. Dzięki temu odblokujemy wiele skrótów i nigdy nie będziemy musieli iść nigdzie za daleko.

Ciekawie w grze wypada także system rozwoju. Zdobywając kolejne poziomy zwiększamy siłę naszego rdzenia. Powiedzmy, że wynosi on w danym momencie 40. Co możemy z tym zrobić? Otóż każda część naszego uzbrojenia kosztuje pewną część energii z tego rdzenia. Lekkie zbroje dają słabszą ochronę, aczkolwiek kosztują mniej punktów energii. Z kolei te większe dają lepszą ochronę i bonusy, ale już kilka fragmentów nierzadko wystarczy, by wyzerować licznik energii. A do czego poza zbrojami nam się ona przyda? Tak jak zbroje modyfikują naszą odporność tak zdolności i statystyki modyfikują implanty. Są to instalowalne mody które mogą zwiększyć ilość życia, energii do uników, pewnych typów obrażeń itd. Sprawia to, że na każdym etapie rozgrywki można niemal dowolnie zmieniać swoją postać, co jest bez wątpienia bardzo pozytywnym elementem i urozmaica rozgrywkę.

The Surge
Implantów jest niemało i w większości dotyczą aspektów o wiele bardziej złożonych niż tylko życie, obrażenia czy energia.

Walka

Ale czym byłby soulslike bez walki, prawda? Nie wiem… pewnie inną grą, innym gatunkiem… co to w ogóle za pytanie? Ekhem… tak czy siak, walka w The Surge jest, nie przejmujcie się. Jeny… przepraszam, że Was wystraszyłem. Zróbcie sobie herbatę, usiądźcie na spokojnie a ja może coś o tej walce napiszę… yikes.

Sam rdzeń walki jest typowo soulslike’owy. Mamy ataki zużywające odnawialną energię, bloki, mamy uniki, blokowanie kamery na przeciwniku oraz walkę opartą na hitboxach. Jednak zamiast ataków silnych i lekkich mamy poziome i pionowe. Po co coś takiego? Ano po to, że w grze istnieje system pozbawiania przeciwników kończyn. Zapytacie co z tego mamy. Otóż Gra ma podział na części ciała: jest głowa, korpus, obydwie ręce i obydwie nogi. Jeśli przeciwnik na którejkolwiek części ciała ma zbroje to możemy ją pozyskać jedynie w drodze odcięcia tej części. Aby odcinać części musimy je odpowiednio mocno obić a potem wykonać efektowny cios kończący. Aby w nie trafiać dostaliśmy do dyspozycji właśnie ataki horyzontalne i wertykalne. A przynajmniej w teorii tak to wygląda, bo w praktyce nie widziałem zbytniej różnicy w skuteczności pomiędzy tymi atakami i odnoszę wrażenie, że to nieco zmarnowany potencjał.

The Surge
Zaraz zobaczymy kto tu kogo przekopie!

Jeśli mamy już dany typ zbroi to tak czy siak warto jest atakować określoną część ciała ponieważ nieużywane części możemy przerobić na ulepszacze i w ten sposób upgrade’ować nasz ekwipunek.

W walce możemy także wykorzystać drona, który może podpalić, zaatakować lub przyciągnąć naszych przeciwników. Pomimo tego że jest sympatycznym dodatkiem to nie wydał mi się bardzo użyteczny w toku rozgrywki. Energię, którą kosztuje jego używanie pożytkowałem w inny sposób (np do wykonywania ciosów kończących albo leczenia się).

The Surge Kable, narzędzia spawalnicze, deski rozdzielcze, trumny…

Jak już pisałem wcześniej w grze walczymy głównie narzędziami robotniczymi. Gra dzieli je na kilka typów: jednoręczne, ciężkie dwuręczne, kostury, broń podwójna montowana i pojedyncza montowana.

Znajdziemy wśród nich prawdziwą różnorodność narzędzi zadawania bólu: szczypce, posklejane kable, wiertła, piły tarczowe, rękawy do podnoszenia ciężarów, kawałki pancerza robotów, elementy rur ciepłowniczych lub przewodniczych a nawet… trumna. Trzeba przyznać, że twórcy byli naprawdę bardzo kreatywni w tworzeniu narzędzi mordu. Bardzo sprzyja to spójności świata przedstawionego.

Szkoda tylko, że wszystkimi walczy się tak samo. Ale o tym więcej za chwilę.

Różne typy ekwipunku, różne zbroje, różne implanty, masa broni. Za pewne myślicie, że The Surge to istne bogactwo stylów grania? Tak jak rzeczywiście można dowolnie żonglować swoimi statystykami tak niestety nie jest już tak kolorowo w temacie walki. Twórcy zdecydowali się bowiem na coś, czego nie powinien robić żaden soulslike. Otóż postanowili, że odpowiednim pomysłem będzie implementacja masterowania danych typów broni. Oznacza to, że im dłużej używamy jednej typu broni tym większe obrażenia nim zadajemy. Widzicie dokąd zmierzam? Otóż to! Choć gra posiada 5 typów broni to opłaca nam się korzystać tylko z jednego aby być w nim coraz lepszymi. Mało tego! Z powodu niezbyt dużego budżetu poszczególne bronie jednego typu różnią się od siebie jedynie wyglądem i statystykami. Moveset jest zawsze taki sam. Otóż to Moi Drodzy. Spędziłem blisko 50 godzin walcząc głównie jedną bronią! Próbowałem początkowo dwoma, ale szybko zauważyłem, że rozdrabniam w ten sposób potencjał postaci.

The Surge
Statystyk w The Surge jest więcej niż w Lords of the Fallen ale nadal nie na tyle dużo, by przytłoczyć.

Bossowie, poziom trudności, NG+

Szefowie w przemysłowo-budowniczym Dark Soulsie są zrealizowani w całkiem przyjemny sposób. Nie sprawili mi zbytnich problemów i większość z nich przetankowałem, ale nie można też powiedzieć, żeby byli banalni. W grze ginie się bardzo łatwo, dlatego i oni potrafią porządnie przygrzmocić. Dziwi za to fakt, że w całej grze jest ich tylko 5 (7 jeśli liczyć z dwoma dodatkami). Niestety The Surge to głównie walka z przeciwnikami w lokacjach i opcjonalnymi minibossami. Jednak ci z bossów, którzy są potrafią napompować ciśnienie i trochę trzeba nad nimi pomyśleć.

The Surge
Concept art jednego z bossów. Pozwolę Wam odkryć jak się przedstawia w praktyce 😉

Wprost przeciwnie jest z całą resztą gry. Jak już wspomniałem o śmierć tutaj nie łatwo. W początkowych etapach nierzadko giniemy po jednym, dwóch atakach. Poziom trudności rośnie równomiernie i można przy grze bawić się dobrze i wymagająco… choć prawdę mówiąc nietrudno jest ją zepsuć sprawiając, że postać jest niezniszczalna i pacyfikuje wszystkich jednym combo. Ja niestety doprowadziłem do takiej sytuacji i pod koniec gry nie czułem w ogóle wyzwania mogąc brać wszystko na klatę. Musiałem specjalnie osłabiać swój build, żeby aż tak nie kosić wszystkiego co się napatoczyło.

Za to bardzo ciekawie rozwiązana została w grze opcja nowej gry plus. Otóż każdy przedmiot w The Surge można rozwijać jedynie do 5 poziomu. Po napisach końcowych możemy za to rozpocząć od nowa ze wszystkimi przedmiotami i broniami jakie zdobyliśmy. Możemy wtedy podnosić poziom o kolejne 5 poziomów a w grze pojawiają się nowi przeciwnicy, a wszyscy pozostali są odpowiednio skallowani. Choć nie podjąłem się tego trybu (bo nie chciało mi się kolejnych 20-30 godzin walczyć jedną bronią) to uważam, że to bardzo dobry kierunek dla NG+ dla soulslikeów.

Oprawa audio-wizualna

The Surge wygląda bardzo przyjemnie. Wysokiej jakości tekstury, liczne efekty cząsteczkowe i przyjemne filtry sprawiają, że od początku do końca na grę patrzy się dobrze. Nie ma tutaj wybitnych artystycznie lokacji czy wspaniałych technologicznych rozwiązań, ale jak na 2017 rok wygląda to po prostu dobrze: w oczy nie kłuje (w przeciwieństwie do następczyni: The Surge 2 o czym będę się już niedługo rozwodził w następnej recenzji 😉 ).

The Surge
Czy to legendarna niczym złoty pociąg niskoemisyjna linia produkcyjna Volkswagena?

Muzyki w grze nie ma zbyt wiele. Większość lokacji przemierzamy w ciszy i jest to odpowiedni kierunek pozwalający chłonąć otoczenie. Muzyka pojawia się za to w odpowiednich momentach nadając ton lokacji oraz w hubach, gdzie jest całkiem przyjemna. Element ten nie wybija się na tle reszty ale też w żaden sposób nie wadzi. Jest zwyczajnie prawidłowy.

Tym co jednak trzeba bardzo pochwalić w grze jest interface. Ten jest po raz kolejny silnie sprzężony z grą (dla przykładu jak chcecie po włączeniu gry dać opcję “kontynuuj” to nie macie podanych ilości godzin, tylko “czas zatrudnienia”). Z kolei jak podnosimy jakąś część ciała przeciwnika to w lewym dolnym rogu pokazuje nam się nazwa tego przedmiotu oraz ilość już posiadanych egzemplarzy. Dzięki temu bez wchodzenia do ekwipunku możemy wiedzieć jak długo jeszcze farmić. Przyjemny dodatek. Do tego można ustalić wyświetlanie przycisków pada (np. żeby były to przyciski z PS4 choć program wykrywa pad z PS4 jako kontroler Microsoftu), ustawienia dla leworęcznych, różne opcje kolorystyczne. Lubię kiedy gra wychodzi naprzeciw graczom z opcjami, które nie muszą choć mogą być przydatne. Można tutaj nawet ustawić, żeby muzyka w HUDzie się nie włączała (dlatego osoby, które jej nie polubią nie będą musiały wyłączać jej globalnie).

The Surge
Czytelnie, minimalistycznie, klimatycznie.

Wady

W zasadzie wszystko, co mam grze do zarzucenia napisałem już powyżej. Masterowanie broni to jakaś pomyłka, mogłoby być więcej bossów a możliwość przesadzenia z rozwojem postaci mogłaby by być lepiej przetestowana. Drony też mogłyby być przydatniejsze, a zadania poboczne ciekawsze. Ale w tym gatunku to nie jest aż tak istotne.

I tak właśnie wygląda The Surge moimi oczami. Bardzo klimatyczna gra z ciekawą fabułą, systemem rozcinania przeciwników, dopracowanym systemem walki i świetnie wykonanymi lokacjami. Nie jest to najlepszy soulslike ale bez wątpienia jeden z lepszych przedstaawicieli tego gatunku. Mogę go polecić fanom tej formuły. Mógłby być lepszy, mógłby zatrzymać mnie na dłużej, ale to co dostałem tak czy siak sprawiło mi dużo frajdy.

Metroidvania ze światem jak Dark Souls? Blasphemous! [recenzja +18]

Metroidvania ze światem jak Dark Souls? Blasphemous! [recenzja +18]