Nieoczekiwany zwrot akcji – Bad Dream Fever – Recenzja

Bad Dream Fever

Bad Dream Fever choć bardzo podobna, pod wieloma względami zupełnie zmienia koncepcję w stosunku do Bad Dream Coma – poprzedniej części gry. Klimat i design pozostają podobne, jednak wiele elementów to coś zupełnie innego.

Bad Dream Fever został wydany 15 lipca 2018 roku na PC. Jest to kontynuacja bardzo dobrego Bad Dream Coma z 2017 roku. Są to pierwsze dwie duże produkcje polskiego studia Desert Fox Software, a odsłona której dotyczy ta recenzja, jest jednocześnie zamknięciem serii Bad Dream. Gra jest przygodówką typu point and click. W poniższym tekście wiele razy będę się odnosił i porównywał do poprzedniczki, dlatego zachęcam do zapoznania się z naszą recenzją Bad Dram Coma.

Klimat gęsty jak tusz

Z recenzowaniem gry takiej jak Bad Dream Fever wiąże się pewien problem. Mianowicie fabuła jest bardzo interesująca i znacznie różni się od tej prezentowanej w poprzedniej części. Wiele chciałoby się powiedzieć, lecz niewiele można, jeśli chce się uniknąć spoilerów. Na początek poznajemy piękną i uroczą kobietę w charakterystycznej masce. Dzięki niej dowiadujemy się o zarazie jaka dotknęła świat wykreowany przez grę. Okazuje się, że mieszkańcy tego miejsca pomarli, a wszystko dookoła pokryte jest morderczym tuszem. Naszym zadaniem na początek będzie znalezienie przyczyn epidemii i eksploracja opustoszałego miasta. Mniej więcej w połowie rozgrywki następuje jednak nieoczekiwany zwrot akcji, który stawia na głowie nasze dotychczasowe pojmowanie otaczającego świata.

Poszukiwania zaginionego elementu

Jedną  z nowości wprowadzonej w Bad Dream Fever jest swego rodzaju otwarty świat. W poprzedniej odsłonie mieliśmy podział na rozdziały, z których każdy był jedną, mniejszą lub większą częścią świata. Tutaj za pomocą mapy możemy dowolnie przemieszczać się pomiędzy lokacjami. Z takim rozwiązaniem wiąże się jednak klika problemów. Po pierwsze miejsc do których możemy się udać jest bardzo mało. To powoduje, że ciągle wracamy do tych samych lokacji, za każdym razem szukając czegoś innego, co z czasem zaczyna być męczące. Z tym z kolei wiąże się także kwestia tego, jaki przedmiot kiedy możemy podnieść, ale o tym za chwilę. Po drugie, gra często zmusza nas do kolejnego przeszukiwania całego świata w poszukiwaniu tego jednego, interaktywnego, skrupulatnie ukrytego elementu. Z tego też powodu, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, świat jest zarówno za mały, jak i za duży.

Bad Dream Fever
Fragment mapy świata w Bad Dream Fever.

Otwarta liniowość

Na pierwszy rzut oka Bad Dream Fever sprawia wrażenie otwartej gry z wieloma możliwościami. Wydaje się, że aż miło będzie przeszukiwać cały ten świat i rozwiązywać w nim rozmaite zagadki. Niestety tak nie jest, to tylko wrażenie. Przez niemal całą rozgrywkę będziemy skrupulatnie prowadzeni za rękę przez wspomnianą już wcześniej kobietę w masce. To ona będzie nam podsuwać większość działań, my będziemy tylko biegać po mapie w poszukiwaniu potrzebnych części. Co więcej, zupełnie pominięty został element nieliniowości, jaki znaliśmy z Bad Dream Coma. Tutaj w żaden sposób nie możemy zmienić przebiegu fabuły. Cała zabawa jest więc tylko jednorazowa, bo żadne inne rozwiązania nie wchodzą w grę. Przyznam, że bardzo brakuje mi tutaj systemu „osiągnięć” i określania na bieżąco jakie zakończenie będzie nam przysługiwać. Był to element którym byłem zachwycony w Bad Dream Coma.

Bad Dream Fever
Niby mam pole do popisu, ale prawie wszystko już wiem, o tym jak dostać się do środka.

Prostota rozwiązania

Oprócz tego, podobnie jak w Bad Dream Coma, przedmioty stają się interaktywne dopiero, gdy są potrzebne. Wiele z nich nawet nie zostanie skomentowanie, jeśli klikniemy na nie wcześniej niż gra tego oczekuje. To powoduje niestety, że otwartość jest tylko złudzeniem. Tak naprawdę przez cały czas będziemy po prostu szukać potrzebnych elementów w które akurat mamy kliknąć. Podobnie sprawa ma się z zagadkami. Te tutaj są raczej symboliczne i ciężko mówić o jakichkolwiek elementach logicznych. Gra nie wymaga od nas nawet używania przedmiotu w odpowiednim miejscu, ponieważ kiedy najedziemy na jakiś element, automatycznie zostanie wybrana niezbędna rzecz z naszego ekwipunku. Dlatego też cała rozgrywka polega głównie na szukaniu elementów w które aktualnie możemy kliknąć. Jednakże…

Punkt zwrotny

Jak już wspominałem wcześniej, w pewnym momencie gra znacznie zmienia się fabularnie, ale i pod względem mechaniki. Od tego momentu Bad Dream Fever będzie wymagać od nas jeszcze bardziej niekonwencjonalnego myślenia niż dotychczas. Pozwoli nam wczuć się w rozgrywkę w zupełnie niestandardowy sposób. Pojawi się także kilka dobrych i ciekawych zagadek, bardzo jednak różniących się od tych znanych nam z konwencjonalnych i klasycznych gier. Jednak aby nie psuć zabawy nie mogę powiedzieć zbyt wiele. Dodam tylko, że pewne smaczki są naprawdę wyborne, a część z nich nawiązuje do poprzednich produkcji Desert Fox, czy też do popularnych elementów kultury internetowej.

Bad Dream Fever
Skąd ja znam te obrazki…

Niezmienne piękno mroku

Klimat i design świata jest jednym z elementów, które w stosunku do poprzedniczki zmieniły się nieznacznie i to jest jak najbardziej zaleta. Nadal jest bardzo mrocznie, ponuro i momentami psychodelicznie, choć z drugiej strony mamy zdecydowanie mniej chorych i brutalnych scen. To w jaki sposób Bad Dream Fever jest narysowany to istny majstersztyk. Nawet w trakcie rozgrywki gra wielokrotnie zmienia swoją szatę graficzną, czy też pokazuje nam świat od zupełnie innej strony, a to wszystko jest umotywowane fabularnie. Podobnie jest z dźwiękiem, który stoi chyba nawet na jeszcze wyższym poziom niż w Bad Dream Coma. Pasuje idealnie i doskonale podkreśla scenę jaką obserwujemy, czy też sytuację w której się znaleźliśmy. To powoduje, że gra jest dosyć emocjonalna i pozwala nawet w pewnym momencie się wzruszyć.

Bad Dream Fever
Nie, ta miła starsza pani nie przysypia.

Jest inaczej, ale czy gorzej?

Powyżej skupiałem się głównie na wadach Bad Dream Fever. Nie znaczy to jednak, że jest to bardzo zła produkcja. Gra nadal trzyma znakomity poziom swoim klimatem, grafiką, mrokiem, niekonwencjonalnymi rozwiązaniami i interesującą fabułą. Jeśli miał bym się wypowiedzieć w pełni subiektywnie na temat Bad Drem Fever, traktując ją tylko i wyłącznie jako grę, powiedział bym, że jest ona znacznie gorsza od poprzedniczki. Nie ma mnogości rozwiązań, zagadki są nudne, a gra prowadzi nas za rączkę aż do końca. Doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że wiele osób wciąż uważa drugą odsłonę Bad Dream za lepszą. Sam też sądzę, że tej gry nie należy oceniać w taki sam sposób jak inne. Jest to pewien rodzaj sztuki, wyłamania się ze schematu, zupełnie nowatorskiego podejścia do tematu. Taki Black Mirror Bandersnatch w świecie gier komputerowych (jeśli wiecie o czym mówię).

Ja uczucia mam mieszane, bo z jednej strony Bad Dream Fever nie urzekł mnie już aż tak jak poprzedniczka. Z drugiej jednak z utęsknieniem będę czekał na kolejną produkcję Desert Fox Software. Oryginalności i stylu odmówić im nie można, a każda gra to zupełnie inna historia i potrzeba nowego sposobu rozumowania. Ujął bym to tak: nie jestem zachwycony Bad Dream Fever, jednakże jestem zachwycony całokształtem serii, której jest on elementem.

Grę do recenzji udostępnił GOG.com. Możecie ją znaleźć tutaj.

Foundation, czyli jak zbudować średniowieczną wioskę

Foundation, czyli jak zbudować średniowieczną wioskę

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o