„Wygramy tę bitwę” –dziewczęca siła w reżyserii Anny Zameckiej

Ludzie dojrzewają w różnym czasie, jedni szybciej, inni wolniej. Co jednak robić, gdy los wymaga od czternastolatki pełnej dorosłości? Co robić, gdy dorośli dookoła okazują się być niedojrzali? Jak wcielić się w rolę każdego członka rodziny naraz? Na te pytania odpowiada Anna Zamecka w dokumencie „Komunia”.
Tak, jak komunia wymaga przygotowania, tak życie czasem wymaga już pełnej gotowości. Nastoletnia Ola musi się taką gotowością wykazać, mieszka w Serocku pod Warszawą, gdzie opiekuje się chorym na autyzm bratem i szykuje go do jednego z ważniejszych religijnych i rodzinnych wydarzeń- I Komunii Świętej. Problem w tym, że rodzina nie wykazuje żadnego zainteresowania tym ważnym krokiem w życiu chłopca. Siostra młodego Nikodema jest rozdarta między niezaradnym ojcem-alkoholikiem, a matką, która z nimi nie mieszka i ogranicza swoją rolę rodzica do rozmowy przez telefon. Pomiędzy rodziną znajduje się jeszcze masa innych obowiązków Oli: szkoła, lekcje, rówieśnicy, próby i modlitwy chorego brata.
Dzieciństwo powinno być beztroskim, pełnym uciech czasem. Dla Oli takie dziecinne szczęście to coś niedostępnego, kuszącego i na pewno będącego poza murami rodzinnego domu. Scena dyskoteki szkolnej jedynie ukazuje pragnienie wolności dziewczyny. Bohaterka jest niczym zamknięty ptaszek w klatce. Jej klatką jest miejsce, które zaraz potem sama nazywa „burdelem” zamiast „domem”. Obraz dyskoteki zestawiony został przez Zamecką z małym Nikodemem rozwiązującym egzamin.
Zaczyna się walka dziewczyny z niedojrzałym światem dookoła niej. Nastolatka nie daje za wygraną chaosowi, a jej determinacja jest godna podziwu. Ola wczuwa się w rolę głowy rodziny i walczy o normalne życie, o życie jak u koleżanek. Z całkowitym poświęceniem planuje komunię brata, która ma scalić rozchwianą rodzinę ponownie ze sobą, umawia bliskich na spotkanie, pisze za ojca podanie o większe mieszkanie. Komunia okazuje się być testem dojrzałości dla każdego z bohaterów.
Dokument Zameckiej to wzruszająca historia nagłego i nieoczekiwanego dorastania i cierpienia, mimo to odznacza się dokładnie przemyślaną kompozycją. Młoda reżyserka wystawia na pierwszy plan czwórkę bohaterów, skrajne osobowości, które mimo wszystko ciężko ocenić jednoznacznie. Zamecka operując okiem kamery stawia widza w „niewygodnych” i krępujących dla filmowej rodziny sytuacjach, pozwala samemu zdiagnozować ich relacje. Należy podkreślić, że i w takich momentach dokumentu zauważa się pewną delikatność, nadzieję, czy to w Oli, czy w Nikodemie czy w samym akcie tytułowej komunii. Tragizm uzupełnia humor, przez co historia staje się bliższa oglądającemu.
Zamecka dedykuje film kobietom. Tym kobietom zagubionym, tym, którym jest ciężko, tym, które muszą walczyć, niezależnie od swojego wieku. Odbierając nagrodę podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Locarno powiedziała stanowczo- „We will win this battle”. Z takim przesłaniem, „Komunia” stała się pozycją obowiązkową do zobaczenia w kinach jeszcze przed końcem tego roku.