Wszyscy moi mężczyźni. Bawmy się na całego

Wszyscy moi mężczyźni

W przyszłym tygodniu na ekrany kin wchodzą Wszyscy moi mężczyźni z Reese Witherspoon w roli głównej. Samotna matka znajduje oparcie i towarzystwo w trójce młodych filmowców. 

Wszyscy moi mężczyźni. Zaczynanie od początku nie jest dla początkujących

Po rozstaniu z mężem czterdziestoletnia Alice postanawia wyprowadzić się razem z córkami do Los Angeles, gdzie planuje rozpocząć nowe życie w domu nieżyjącego już ojca. Isabel i Rosie rozpoczynają naukę w nowej szkole, a Alice próbuje rozkręcić biznes dekoratorki wnętrz. Sama trafia na, umówmy się, dosyć betonowych klientów, dziewczynki też są nie bardzo zadowolone z nowego środowiska.

Podczas urodzinowego spotkania z koleżankami, poznaje znacznie młodszego od siebie, atrakcyjnego mężczyznę, który również przyjechał do Miasta Aniołów w poszukiwaniu szczęścia. Harry oraz jego przyjaciele George i Teddy to zapaleni filmowcy, marzący o wyprodukowaniu wielkiego kinowego hitu. Pomiędzy Alice i Harrym bardzo szybko iskrzy, do tego stopnia, że – z małą pomocą jej mamy – trójka chłopców zamieszkuje – przynajmniej na jakiś czas – w domku dla gości.

Niespodziewani goście przynoszą do domu nieco zamieszania, ale i okazują się niemałą pomocą i – zwłaszcza w wypadku Harry’ego – odskocznią od problemów codzienności.

Fantazja jest od tego, aby bawić się, aby bawić, aby bawić się na całego

Tak przed laty śpiewały fasolki. I chociaż Wszyscy moi mężczyźni bierze na warsztat dosyć poważne tematy, to jednak jest komedią. Niewymagającą wiele zaangażowania od widza. Jest tam wszystko, co powinno być w tego typu produkcji. Jest rywalizacja mężczyzn o ich wybranki, nieco wynikłego z tego powodu zamieszania, kilka żartów sytuacyjnych, nieco ironiczne spojrzenie na relacje międzypokoleniowe i damsko-męskie. Poza tym dosyć oryginalny pomysł na miłosny trójkąt (kwadrat?).

Problem polega na tym, że jako komedia film nie sprawdza się jakoś szczególnie. Pojedyncze sceny czy ujęcia są całkiem zabawne, ale nie na tyle, żeby je zapamiętać. Może gdyby dać więcej miejsca do popisu Michaelowi Sheenowi (bycie aktorem z Wysp jednak zobowiązuje), odgrywającemu byłego męża Alice, to byłoby nieco zabawniej. Co się tyczy rywalizacji o względy głównej bohaterki – cóż nie jest to jakaś pasjonująca walka, a w efekcie tego i romansu nie nazwałbym namiętnym.

Wszyscy moi mężczyźni to dobry film na wyjście do kina, ale niekoniecznie film na wieczorne guilty pleasure.