Widowiskowe kino science-fiction, czyli Ghost in the Shell [RECENZJA]

Ghost in the Shell to bez wątpienia jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Trzeba przyznać, że efektowne i klimatyczne zapowiedzi wyglądały obiecująco. Zachęcała przy tym gwiazdorska obsada, w tym odtwórczyni głównej roli – piękna Scarlett Johansson.

Major to jedyna w swoim rodzaju hybryda człowieka i robota, stojąca na czele elitarnej jednostki Section 9, specjalizującej się w walce z najniebezpieczniejszymi przestępcami. Podczas jednej z misji dowiaduje się ona okrutnej prawdy o swojej przeszłości. Wyprawa zmienia się tym samym w prywatną zemstę. 

Już pierwsze sceny filmu idealnie wprowadzają nas w odległy i futurystyczny świat. Akcja jest szybka, a przy tym poprowadzona w sposób przejrzysty i estetyczny. Produkcja niewątpliwie zachwyca też swoją stroną wizualną. Barwny i jednocześnie enigmatyczny świat, efektowne sceny walki – wszystko to zapiera dech w piersiach.

Ghost in the Shell nie tylko genialnie prezentuje się ze strony “technicznej”, ale porusza zarazem ciekawą tematykę, jaką jest rozwój technologii i człowieczeństwa. Chociaż w świecie kina nie wydaje się to być niczym nowym, to w niniejszym filmie ukazano ów wątek w niezwykle ekscytujący sposób.

Pochwalić należy także obsadę, a w szczególności Scarlett Johansson. Wybór aktorki był zdecydowanie jedną z lepszych decyzji. Zarówno bohaterowie pierwszoplanowi, jak i pozostali, doskonale wywiązują się ze swojej roli.

Ostatecznie dostajemy więc dobre kino science-fiction, a przede wszystkim wyśmienitą adaptację kultowej mangi, zrealizowaną po mistrzowsku i zapewniającą świetną rozrywkę. Nowy film Ruperta Sandersa okazuje się dziełem godnym pochwały. Nie pozostaje więc nic innego tylko wybrać się do kina!