„Slavangard” ma w sobie tę siłę (przebicia)! [reportaż]

Gala 11. edycji dominikańskiego festiwalu filmowego „Slavangard” była nocą pełną wartości i dużej dawki dobrego humoru, a to wszystko w iście hollywoodzkiej otoczce.

Napięcie narasta…

Jeszcze pół godziny do rozpoczęcia, tłum pod Kinem Kijów.Centrum jest już gęsty i gwarny. Zbiera się już od ponad pół godziny i na razie końca nie widać. W liczebności przeważa tu zdecydowanie młodzież. Mężczyźni w garniturach i panie w sukniach. Wszystko na wysoki połysk. Czerwony dywan, a jakże, rozwinięty. Już zdrowo podeptany i ciągle na nim kolejka. Kolejny element, który sam się tutaj nasuwa, to ścianka. Oczywiście nie zabrakło i jej. Cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Godziny przygotowań i starań warto utrwalić choć jedną fotką ze znajomymi.

W środku to dopiero jest rozgardiasz. Ciekawość i radość oczekiwania czuć w powietrzu. Na dostanie się do sali trzeba chwilę poczekać. Już prawie pełno. Trwają poszukiwania tych najlepszych miejsc. Rzecz jasna z tego, co jeszcze zostało… Ale mamy to. Siadamy. Każdy bez wyjątku zaopatrzony w wodę i listę z repertuarem, jak się później okazało do głosowania dla publiczności. Piękny gest. Angażuje i podbija emocje. Jeszcze trochę nerwowego oczekiwania i wymiana pierwszych wrażeń. I tada! Prawie punktualnie, wszystko zaczyna się dziać!

Co się kręci 

Na scenie mamy dwóch bardzo podobnych i równocześnie wyróżniających się sposobem bycia prowadzących. Nie trudno jest im zaskarbić sobie sympatię widzów, co jeszcze niejednokrotnie udowodnią wzbudzając na sali salwy śmiechu i wprowadzając swobodną atmosferę. Nigdy jednak nie schodząc z poziomu. Klasa panowie, klasa! Na początek niezbędne wstępy i przedstawienia, bo kogo trzeba, to trzeba. I nareszcie. Światła gasną, a na ekranie wyświetla się pierwszy finalista. Z każdą chwilą rodzą się nowe emocje. Widzowie wzruszają się i śmieją. Przekaz często jest prosty i czytelny, ale prowokujący do przemyśleń i chwili refleksji. Nie raz rozwiązania techniczne i sposób przedstawienia zaskakują. Nie brak głębokich treści, a formy pełne są innowacji.

Ten kalejdoskop wrażeń co rusz przerywają melodie grane przez towarzyszący zespół. Oni umilają, a prowadzący podkręcają atmosferę swoimi intrygującymi zapowiedziami. Powoli zbliżamy się ku końcowi części pierwszej i udajemy na przerwę, by przy szampanie i przekąskach podzielić się wrażeniami, a jury mogło w spokoju poobradować. Jeszcze tylko głosowanie i ciche przeświadczenie, że to właśnie my okażemy się wizjonerami i przewidzieliśmy zwycięzcę. Tłum wylewa się powoli z sali. Rozochoceni goście rozchodzą się, by umilić sobie to półgodzinne oczekiwanie, odetchnąć i ostudzić emocje.

Prowadzący galę: (od lewej) Wojciech Świtała i Mateusz Mazur

 

Nowość: rywalizacja fotografów

Jednak gdy czas na powrót na salę, wciąż jesteśmy podekscytowani, a nawet tym bardziej. Czas w końcu na nagrody. Rozpoczynając od wyników, nowego w tym roku konkursu dla fotografów. W kategorii „Kultura i ludzie” zwyciężyli: I. Bartłomiej Krężołek, II. Lidia Mukhamadeeva i III. Michał Feret; w kategorii „Środowisko”: I. Magdalena Kuza, II. Barbara Kubinowska, III. Łukasz Głowacki oraz w kategorii „Reportaż”: I. Katarzyna Żabicka, II. Gabriela Mruszczak i III. Magdalena Kuza. Zdjęcia wszystkich laureatów można oglądać aż do 11 czerwca na krużgankach klasztoru oo. Dominikanów w Krakowie przy ul. Stolarskiej 12.

 

Jak oni patrzą na świat?

Przyszedł wreszcie czas na rozstrzygnięcie konkursu głównego, w którym pierwsza nagroda wynosiła, bagatela 5 000 zł. W sumie kategorii było 10. Aż 4 propozycje zgarnęły po dwie. Największym wygranym tej edycji, zgarniającym nagrodę główną, został film „4 pokój” w reżyserii Pawła Woźniaka, został również doceniony za scenariusz, który, jak przyznał reżyser, powstał w niekonwencjonalny sposób, gdyż dopiero w trakcie kręcenia. Wszyscy twórcy aktywnie angażowali w jego powstawanie. Jak zdradzili, inspiracją było dla nich dzieło „Twierdza wewnętrzna” św. Teresy z Awili, a kluczem do zrozumienia filmu słowo „upokorzenie”.

Najlepszym montażystą została natomiast obwołana Gabriela Mruszczyk, reżyserka „Siedmiu aniołów”. Ta nagroda spotkała się z zaskoczeniem twórczyni, gdyż jak sama stwierdziła, nigdy nie kształciła się ani trochę w tym kierunku i jest w tym całkowitą amatorką. Jej film zgarnął również nagrodę za najlepszą muzykę/dźwięk.

Zdjęciami jury zachwycił za to Łukasz Klimczak w filmie „Pojedynek” w reżyserii Daniela Czapczuka. Zespół może również poszczycić się najlepszym aktorem, którym został Sebastian Figat.

Wielką „gwiazdą” festiwalu, zaskarbując sobie największą sympatię publiczności, został film „Mów mi Rico” w reżyserii Szymona Piegzy. Opowiada on historię 80-latka, którego pasją życia jest piłka nożna i nie ma zamiaru z niej rezygnować. Została ona uznana za najlepiej realizującą hasło tegorocznego festiwalu.

Z kolei najlepszą rolę żeńską odegrała Katarzyna Zawiślak-Dolny w filmie „Dla Elizy” w reżyserii Kamili Chojnackiej. I ostatnią zwyciężczynią, wyróżnioną nagrodą specjalną za ukazanie ciepła rodzinnego i promowanie tradycyjnych wartości rodzinnych, została Anna Nykiel za produkcję „My”. Te i pozostałe produkcje cały czas można znaleźć na fanpagu Slavangardu.

Wszystkim finalistom serdecznie gratulujemy, zarówno zwycięzcom jak i tym, którym jeszcze nie udało się uzyskać wyróżnienia ( wszystko przed Wami 😉 ).

Już patrzymy w przyszłość

Dało się zauważyć, że w tym roku dominowały produkcje dokumentalne. Ludzkie historie bronią się same i już po raz wtóry udowadniają, że to życie pisze najlepsze scenariusze. Trzeba tylko mieć wrażliwość i bystre oko, by je zauważyć i trochę zacięcia, by to wszystko skondensować i przedstawić współpracując w zespole. Taka jest też idea całego przedsięwzięcia, by odkrywać moc filmu do poruszania ludzkich serc wykorzystując siłę wspólnoty i pracy zespołowej. Tym bardziej nie możemy się doczekać przyszłorocznych zmagań, których hasłem przewodnim jest : „Oto człowiek”. Do kreatywnej pracy można zabierać się już dziś!

Fot. materiały organizatora

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o