Polska pod lupą

„Knives out” hm… Film interesujący. Bliski tematyce, która dotyczy każdego z nas. Dotyka wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Tych o zabarwieniu rasistowskim, fanatycznym i narodowościowym. Przez półtorej godziny obserwujemy grupę 24-latków, którzy spotykają się w domku nad jeziorem, aby wspominać dawne czasy.  Z pozoru zwykłe spotkanie grupy znajomych przeradza się w manifest silnej osobowości przywódczej, jaka jawi się w postaci Norberta – głównego bohatera. Jest to chłopak, który, jak nieustannie podkreśla, kocha Polskę. Zwykły Polak pracujący w urzędzie, planujący ślub z ukochaną. Na przestrzeni całego filmu jego radykalne poglądy nasilają się. Przez co obraz w pewnym momencie staje się irytujący. Oglądający mają ochotę opuścić salę kinową. Ja sama stwierdziłam, że gdybym oglądała film w domu, na pewno nie dokończyłabym go.

Jest to jednak jedyna postać w filmie, która ma jakiekolwiek poglądy. Co wzbudziło moje zaciekawienie to to, w jaki sposób twórcy pokazali jak łatwo manipulować ludźmi bez poglądów. Zaprezentowano scenę, w której główny bohater każe powtarzać, jak mantrę, swojemu koledze frazy związane z miłością do ojczyzny. Ten oczywiście powtarza wszystko, dzięki czemu sam przekonuje się do tego, co mówi. Jednoznacznie zostało też pokazane, że „najlepsze pokolenia”, jak określają się członkowie zjazdu, jest kompletnie bezideowe.

Obok Norberta jedynymi wyrazistymi postaciami są dwie lesbijki. Zostały one jednak stłumione przez urzędnika. One jedyne przypadły mi do gustu jako postaci. To wyłącznie one wydają się być inteligentne i wykształcone. Sposób w jaki formułują zdania wskazuje na to jednoznacznie. Są w kontrze do Norberta, od którego możemy usłyszeć niemal same wulgaryzmy. Braki w wykształceniu zostały również przedstawione dzięki słowom Norberta, który twierdził, że jesteśmy jedynym narodem, który wygrał wszystkie powstania…

Przemysław Wojcieszek, reżyser, podczas rozmowy po projekcji powiedział, że ta postać miała być jak najbardziej ośmieszona. Myślę, że udało się to osiągnąć twórcom w stu procentach. Ciężko nie wyśmiewać osoby, która najgłośniej krzyczy, że kocha ojczyznę, a kiedy recytowany jest wiersz Broniewskiego, każe natychmiast przestać.

Kolejnym ciekawie ujętym wątkiem jest sposób naszego postrzegania cudzoziemców. W filmie Wojcieszka reprezentantką tej grupy jest Ukrainka. Ośmieszana od pierwszych kadrów. Sam finał obecności tej postaci jest bardzo mocny i wydaje mi się, że trafnie zaakcentowany.

Dzieło tym bardziej interesujące, iż niesfinansowane ze środków publicznych, ale częściowo z wkładu własnego reżysera, a częściowo dzięki portalowi polakpotrafi.pl (o czym pisaliśmy wcześniej tutaj). Jest to oczywiście kino niezależne, co podkreśla sam reżyser. Nowatorskie jest nie tylko to, co widzimy na ekranie, ale również to, że po projekcji widzowie mają możliwość dyskusji z twórcą.

Pierwszy raz zdarzyło mi się uczestniczyć w takim przedsięwzięciu. Było to pasjonujące doświadczenie. Wiele ciekawych informacji także poza filmowych. Rozmowa nie tylko o kinie, współczesnej Polsce, ale przede wszystkim o tym jak, jako społeczeństwo, możemy aktywizować się i ulepszać naszą rzeczywistość.

Ciężko jednoznacznie określić czy film „Knives out” był dobry, czy zły. Myślę, że osąd jak zwykle należy do każdego z nas. Każdy ma przecież inne przekonania, każdy co innego zobaczy w tym filmie. Na pewno jest to coś, czego dotąd nie widzieliśmy i to nie tylko w twórczości Wojcieszka…

Zachęcam do odwiedzenia OKF w Częstochowie, gdzie jeszcze przez kilka dni będzie można zobaczyć to dzieło. Wzbudza ono niewątpliwie skrajne emocje, a po jego obejrzeniu mamy ochotę podzielić się spostrzeżeniami. Myślę, że to w kinie jest najważniejsze, bo przecież po to oglądamy rozliczne filmy, aby móc o nich dyskutować. No i oczywiście, aby zapadły nam w pamięć. Tego z całą pewnością nie można odmówić filmowi m.in. studentom z PWST we Wrocławiu. O nim jeszcze długo będzie głośno i na długo zostanie w pamięci widzów. Tego po prostu nie można przegapić! Must have na liście filmowej.