PLAY IT AGAIN: O północy w Paryżu

Witajcie w Play it again

Kino jest magią, która zauroczyła cały świat. Jest przyjacielem, którego zawsze chcemy mieć blisko. Jest lekiem na smutki i tabletką na szczęście. Trudno więc obejść je obojętnie. Mogę się nawet założyć, że każdy człowiek ma chociaż jeden ulubiony film, do którego wraca z uśmiechem i zakochuje się w nim na nowo. Ja mam takich tysiące i, ponieważ kino jest dla mnie wspomnianą magią, fantastyczną iluzją, w której mogłabym się zatracać bez końca, zapraszam Was do mojego kącika Play it again. 

Idea jest prosta. Będę pisać o filmach, które już miały swoje premiery, czy to 20 lat temu czy 5 miesięcy temu, i są warte przypomnienia lub poznania. W każdą niedziele przedstawię wam jeden film. Na te filmowe podróże będę Was zabierać w niedzielne popołudnia, podsuwając Wam tym samym pomysły na to, co możecie robić wieczorami.

O północy w Paryżu
Plakat promujący

O północy w Paryżu

Na pierwszy ogień idzie opowieść o pewnym Amerykaninie, który zgubił się o północy w Paryżu i przeżył przygodę swojego życia.

O północy w Paryżu to lekka i urocza komedia w reżyserii Woody’iego Allena. Twórca tzw. komedii intelektualnej tym razem mocno nas oszczędza pod tym względem i proponuje prostą, lecz niepozbawioną allenowskiej ironii, historię miłosną z wehikułem czasu w tle.

Gil (Owen Wilson) i Inez (Rachel McAdams) są jak ogień i woda. On to spokojny i nostalgiczny marzyciel, odnoszący sukcesy scenarzysta, który wszystko rzuca, aby napisać powieść. Ona to stanowcza i mocno stąpająca po ziemi pragmatystka, dla której liczą się pieniądze i status społeczny. Niedługo planują wziąć ślub i wyruszają w podróż przedślubną do Paryża. Jednakże, na miejscu nie przyjdzie im spędzać czasu razem. Inez będzie woleć towarzystwo byłej miłości, pedantycznego intelektualisty Paula, a Gil… przeniesie się do Paryża lat 20.

Pocztówkowy Allen

O północy w Paryżu nie jest jedynie miłosną opowiastką. Jest, jak sam Woody Allen powiedział, listem miłosnym do Paryża. Allen odwiedził Paryż po raz pierwszy w 1964 podczas pracy nad Co słychać koteczku (1965) i to właśnie wtedy zakochał się w tym mieście. Mieszkał tam przez 8 miesięcy i po latach nieraz przyznawał, iż żałuje, że nie zamieszkał w Paryżu na stałe. Jego miłość do tego miasta przewija się przez cały film. Allenowski Paryż składa się z ciepłych kolorów, pięknych scenerii i klimatycznych świateł. Nawet ulewa wygląda tu jak dzieło sztuki. Miłość Allena widać już w pierwszych minutach filmu, kiedy przy pomocy nieruchomych kadrów, wyglądających niczym obrazy z Luwru, śledzimy życie Paryża za dnia i w nocy, w słońcu i w deszczu oraz o wschodzie i zachodzie słońca. Jest to idealistyczny Paryż znany z przewodników i z pocztówek, w których zakochuje się prawie każdy turysta, a już z pewnością nasz bohater filmu Gil.

Allenowska ironia

Kiedy po przyjeździe do Paryża Gil i Inez spotykają Paula, byłą miłość Inez, wszystko się zmienia. Inez jest wpatrzona w Paula i umniejsza Gila. Ten z kolei, zmęczony ciągłą obecnością Paula i rodziców Inez, ucieka od nich na samotne spacery. Pewnego razu gubi się i kiedy wybija północ, podjeżdża po niego stare auto. Gil wsiada do samochodu i odbywa serie przygód, które odmienią jego życie. Przenosi się do swojego ukochanego Paryż lat 20. XX wieku. Okresu, w którym w Paryżu goszczą największe ówczesne gwiazdy. Na swojej drodze spotyka m.in. charyzmatyczne małżeństwo Scotta i Zeldę Fitzgeraldów, Ernesta Hemingwaya, Pabla Picassa czy Salvadora Dalego. Odnajduje wśród nich swoje miejsce. Z początku mówi o wszystkim Inez. Jednakże wszystko się zmienia kiedy poznaje muzę Dalego, Adrianę (Marion Cotillard) w której szalenie się zakochuje.

Wszystko wygląda jak w bajce

Gil odnalazł spełnienie i swoje miejsce na ziemi. Czy mogłoby być lepiej? Otóż, jak to na Allena przystało, skrywa się w tym wszystkim pewna ironia. Gdy przez chwilę jesteśmy pewni, że sam Allen uległ czarowi tej opowieści i pozostawi Gila w tym miejscu, to tak naprawdę nas nabiera. Wysyła Gila i Adrianę do Belle Epoque – ukochanej epoki Adriany i obala wciąż żywy mit “złotego wieku”, który mówi, że bylibyśmy szczęśliwsi, żyjąc w innej, wcześniejszej epoce. Uświadamia Gila, jak i widzów, że brak szczęścia nie leży w tym w jakiej epoce czy miejscu żyjemy, ale jest zależny od położenia egzystencjalnego, od ludzkiego losu, który sami musimy tworzyć, a może choć trochę uda nam się osiągnąć spełnienie. Próbuje powiedzieć, że nostalgia to pułapka, która zawsze będzie nas karmić mitem “złotego wieku” i nie pozwoli na odnalezienie szczęścia. Pytanie tylko, czy Gil ulegnie swojemu snu i zostanie z Adrianą w Belle Epoque czy weźmie sprawy w swoje ręce, zawalczy o prawdziwe spełnienie w teraźniejszości i przestanie żyć utopią i pójdzie na przód?

Co zrobić

Jeśli chcecie się dowiedzieć przez jakie przygody przeszedł Gil ze swoimi przyjaciółmi, wielkimi artystami XX wieku, i co ostatecznie wybrał, Adrianę czy własne spełnienie, nie pozostaje nic innego jak obejrzeć co Gil robił O północy w Paryżu.

Natomiast, jeśli widzieliście już ten film, to dajcie znać jak Wy go odebraliście i czy zgadzacie się z moją i Allena interpretacją przygód Gila.