PIRACI Z KARAIBÓW: ZEMSTA SALAZARA, CZYLI DARK RIDE NA EKRANIE

Piraci z Karaibów

 

To nie będzie standardowa recenzja. Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara mieli już swoją premierę dobre trzy tygodnie temu. Najwięksi fani serii o przygodach Jack’a Sparrowa seans mają już za sobą. Ci, którzy nie są przekonani czy warto (albo nie) wybrać się na ten film, mają jeszcze kilka dni do dyspozycji. 

Doświadczenie IMAX

Idąc do kina wybrałem wersję w standardzie IMAX. Było to moje pierwsze zetknięcie z tego typu kinem i, co tu dużo mówić, nie zawiodłem się. Przez cały seans siedziałem jak zaczarowany, wpatrzony w ogromny ekran. Znalazłem się w samym centrum wydarzeń. Razem z Piratami przemierzałem bezkresne oceany, zanurzałem się w głębiny morza, zaglądałem w dekolty damom, pannom i innym kobietom… Wartka akcja ani na chwilę nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Momenty rozluźnienia napięcia są tylko chwilowe. 

Najnowsi Piraci z Karaibów przypomnieli mi o pierwotnym źródle i inspiracji całej sagi. Jestem pewien, że nie raz przeszła Wam przez głowę myśl, że akcja kolejnych przygód kapitana Sparrow’a i jego towarzyszy jest bardzo liniowa. A może powinienem powiedzieć kolejkowa? 

Skąd to się wzięło? Piraci z Karaibów – nie tak nowa opowieść.

Piraci z Karaibów nie są nową ideą. Cała seria filmów inspirowana jest… częścią Disneylandów i przedstawieniem wystawianym dla gości tych parków, tzw. dark ride czyli przejażdżką w wagonikach (lub łodzio-wagonikach – patrz film poniżej) przez klimatyczną scenografię – w tym wypadku odwołującą się do historii i legend o piratach. 

Oryginalna konstrukcja z 1967 roku, mieszcząca się w Nowym Orleanie, jest ostatnią atrakcją, której budowę nadzorował Walt Disney (zmarły w grudniu 1966 roku, trzy miesiące przed otwarciem). Podobną przejażdżkę można doświadczyć w Paryżu, Szanghaju i Tokio. Chociaż fasada rzeczonego dark ride’u w każdym Disneylandzie jest inna, doświadczenie dla odwiedzających jest mniej więcej takie samo. Z łodzi, którymi płyną przez większość trasy przez wodny kanał, obserwują przygody Piratów.

Seria filmów przygodowych jest próbą adaptacji doświadczenia z parku rozrywki. I to widać, również w najnowszej części serii, chociażby w scenie napadu na bank czy próbie ucieczki Jack’a Sparrow’a spod szubienicy.

Fabuła Zemsty Salazara nie różni się bardzo od poprzednich filmowych adaptacji, poza tym, że upiory, którym Sparrow i jego towarzysze stawiają czoła, za życia były hiszpańskimi marynarzami, którzy pod wodzą kapitana Salazara zamierzają unicestwić wszystkich piratów. Jedyną bronią przeciw nieumarłym jest Trójząb Posejdona, do którego prowadzi mapa, posiadana przez Carinę Smyth – utalentowaną w dziedzinie astronomii i astrologii dziewczynę. Ten sam artefakt może pomóc w zdjęciu klątwy z załogi Latającego Holendra… Syn Willa Turnera, w nadziei na odzyskanie ojca, także dołącza do Sparrow’a.

Nawet nie myśl, żeby oglądać ten film w innej wersji niż IMAX

Prosta fabuła filmu jest tylko tłem, próbą złączenia w chronologiczny ciąg tego, co dzieje się na ekranie. A co dzieje się na ekranie? Ciągłe bijatyki, pojedynki na szable, strzelaniny, pościgi, znowu bijatyki, abordaże, o Matko! upiory!, pojedynki na szable z upiorami, upiory stawiają ultimatum, uciekanie przed upiorami, upiory znowu kogoś złapały, ktoś próbuje z nimi się dogadać, znowu pojedynki, strzały z armat, bum!, świst, bum! bum!, plask, hadż!, bum! sszzzsp, plask! 

Jestem przekonany, że oglądanie tego w wersji 2D kompletnie mijałoby się z celem, chyba że jesteś jakimś psychofanem i uważasz, że kolejne części serii łączą się w mającą  głębszy sens narrację – chociaż szczerze wątpię, że gdzieś istnieją tacy ludzie. Piraci z Karaibów  to trawestacja atrakcji z parku rozrywki Disneyland i nic więcej. Kino pomyślane od początku jako dostarczające dobrej zabawy. Nie przez przypadek zrealizowane od początku do końca standardzie IMAX. Chodzi o to, żebyś tak jak w Disneylandzie, poczuł, że jesteś w samym środku wydarzeń, uczestnikiem przygód piratów. Żebyś razem z nimi uciekał, bał się, walczył, żeglował przez bezkresny ocean. 

Nie wyobrażam sobie, żebym dobrze się bawił oglądając ten film bez efektów 3D, specjalnego nagłośnienia w kinie IMAX i jego ogromnego ekranu. Ale ponieważ oglądałem go własnie w tej wersji, bawiłem się naprawdę przednio.