Oscary 2018 – kilka słów o najważniejszej filmowej imprezie roku

Oscary 2018 za nami. Nagrody Akademii Filmowej już po raz 90. trafiły do znakomitych twórców, stając się ukoronowaniem ich kariery i oznaką artystycznego kunsztu. Można być sceptykiem lub entuzjastą, można uwielbiać lub pogardzać, ale przyznać trzeba jedno: coroczna gala Akademii to zawsze wielkie wydarzenie. Nie inaczej było i tym razem!

Zgodnie z oczekiwaniami, chociaż…

O tegorocznej gali oscarowej można spokojnie powiedzieć, że spełniła większość oczekiwań. Złote statuetki powędrowały do tych, którzy w ubiegłym roku najjaśniej błyszczeli ze srebrnych ekranów. Werdyktów rozczarowujących lub zaskakujących nie było prawie wcale.

Najbardziej kontrowersyjna wydaje się wygrana w najważniejszej kategorii. Tytuł najlepszego filmu otrzymał bowiem Kształt wody w reżyserii Guillermo del Toro. Nie można o nim powiedzieć, że jest zły, ani nawet średni. To naprawdę piękna opowieść, zaprawiona ideologią, z solidną porcją baśniowego uroku. Wspaniały obraz tego, jak poczucie wykluczenia i odmienności potrafi spleść ze sobą losy dwojga ludzi, czy w tym przypadku, dwóch istot. Produkcja została ponadto nagrodzona statuetkami za najlepszą reżyserię, scenografię oraz muzykę oryginalną, a tym samym stała się tegorocznym rekordzistą pod kątem zgromadzonych Oscarów.

Oscary 2018

Frances McDormand triumfuje!

O co więc tyle zamieszania? Sęk w tym, że Kształt wody miał niezwykle silnego konkurenta w postaci Trzech billboardów za Ebbing, Missouri.  Poruszająca historia, poczucie humoru, niesamowita gra Frances McDormand, Sama Rockwella i Woody’ego Harrelsona wyniosły film na pozycję naturalnego faworyta w walce o zwycięstwo. I nie chodzi o to, że Kształt wody to kiepski film. Po prostu Trzy billboardy są tak dobre, że nieodznaczenie ich Oscarem wydaje się zwyczajnie niesprawiedliwe. Na szczęście, nagrody nie ominęły tego wyjątkowego dzieła. Za najlepszą rolę kobiecą wyróżniono Frances McDormand i nic dziwnego; była po prostu bezkonkurencyjna. Wśród nagrodzonych towarzyszył jej kolega z planu, Sam Rockwell, który nie pozostawił złudzeń, że statuetka za drugoplanową rolę męską przypadnie w udziale właśnie jemu.

Bardzo zasłużony Oscar

Kolejna kategoria przyniosła mi chyba najwięcej radości. Statuetkę za najlepszą pierwszoplanową rolę męską otrzymał  bowiem Gary Oldman! Aż do tej gali, Oldman pozostawał jednym z najsłynniejszych aktorów bez Oscara. Ten król metamorfoz, lojalny jako Syriusz Black lub komisarz Gordon w nolanowskim Batmanie, przerażający w Leonie Zawodowcu i Piątym elemencie, intrygujący w Draculi, od lat utrzymuje się w ścisłej czołówce najlepszych aktorów. Jego zasługi dla kina trudno przeliczyć i dlatego tak mnie cieszy, że Winstona Churchilla w filmie Czas mroku zagrał w taki sposób, że po prostu nie można było go nie nagrodzić! Dodatkową gratką jest także Oscar za charakteryzację. Kto widział Czas mroku, ten wie, że nie mogło być inaczej.

Koniec pewnej epoki…

Jedyną gorzką nutą w zwycięstwie Gary’ego Oldmana był dla mnie fakt, że jego konkurentem był Daniel Day Lewis. W Nici widmo Paula Thomasa Andersona nie obniża poprzeczki i raczy nas aktorskim popisem najwyższych lotów, będącym doskonałym zwieńczeniem jego ponad trzydziestoletniej kariery. W zeszłym roku bowiem genialny brytyjski aktor, uważany za jednego z najlepszych na świecie, zdecydował się zakończyć karierę. Oscara nie doczekał się również nominowany za reżyserię Paul Thomas Anderson.

Na pociechę produkcja  otrzymała statuetkę za kostiumy. Wydaje się to tym bardziej adekwatne, że fabuła filmu skupiona jest wokół życia wybitnego, brytyjskiego krawca. Mniej szczęścia miał niestety Jonny Greenwood, znany przede wszystkim jako gitarzysta grupy Radiohead. Skomponowana przez niego muzyka do Nici widmo przegrała w starciu z Alexandrem Desplatem (Kształt wody). Dużym rozczarowaniem był dla mnie również brak nominacji dla cudownej Vicky Krieps.

Kolejne nagrody nie przyniosły wielu zaskoczeń

Najlepszym filmem animowanym okazało się Coco, co stanowi pewne rozczarowanie dla polskiej widowni, kibicującej gorąco Twojemu Vincentowi. Najlepszy dźwięk i montaż powędrowały do Dunkierki Christophera Nolana. Statuetki za najlepsze zdjęcia i najlepsze efekty specjalne otrzymał Blade Runner 2049, mój wielki faworyt w obu tych kategoriach. Najlepszą aktorką drugoplanową okazała się Allison Janney, która czarowała talentem i charakterem w Jestem najlepsza. Ja, Tonya.

Można spać spokojnie

Prognozy na Oscary 2018 spełniły się niemal w całości. Obyło się bez niespodziewanych werdyktów, szokujących przemówień czy żenujących wpadek. Gala przebiegła niezwykle grzecznie i dość przewidywalnie, co wiele osób poczytuje jej za wadę. Z drugiej strony, po wybuchowych Złotych Globach, podczas których polityczne i społeczne kwestie wysunęły się na pierwszy plan oraz po zaskakujących, oscarowych decyzjach ubiegłych lat, czy spokojna 90. edycja rozdania Nagród Akademii to naprawdę powód do narzekań? Może tak już przyzwyczailiśmy się do żywych dyskusji o zaskakujących, często niesprawiedliwych decyzjach, że gdy ich brakuje, po prostu nie ma czego komentować? Trzeba przyznać, że w tym roku większość z nas zasnęła usatysfakcjonowana. Co będzie w przyszłym? Kto wie, jakie nowe niespodzianki przyniesie nam ta tocząca się własnym życiem, najważniejsza impreza w filmowym świecie.

Pełną listę nominacji i zwycięzców możecie zobaczyć tutaj.