GRA O TRON: ZRODZONA Z BURZY [RECENZJA]

zrodzona z burzy

Gra o tron: Zrodzona z burzy, w przeciwieństwie do poprzedniego odcinka, nabiera tempa już pierwszych minutach. Nie tylko rozwija ona wątki przedstawione wcześniej, ale jest to też epizod pełen powrotów, gdzie ponownie zobaczyć możemy Gorącą Bułkę, Melisandre czy Joraha Mormonta.

Już sam tytuł Zrodzona z burzy sugeruje nam, że w tym odcinku znaczącą rolę może odegrać Daenerys. Skupiamy się na jej zamiarach co do podboju Westeros, ale również mamy tu wiele istotnych rozmów, jak wymiana zdań królowej z Varysem, czy niezwykle charyzmatyczną rozmowę z Olenną Tyrell. Po tym odcinku możemy przypuszczać także, że wszystko zmierza w dobrym kierunku spotkania się Daenerys i Jona Snowa.

zrodzona z burzy

Równie istotny wydaje się wątek Joraha Mormonta. Jego choroba jest już w zaawansowanym stadium i brak tu jakichkolwiek szans na przeżycie. Ostatecznie Sam postanawia doprowadzić Joraha do zdrowia. Wydaje się więc, że wkrótce bohater będzie mógł dołączyć do Smoczej królowej.

Znaczący jest też wątek Aryi i jej spotkania z Gorącą Bułką. Postać odgrywa kluczową role, by ostatecznie dziewczyna powróciła na północ. Dodatkowo dostajemy naprawdę wzruszającą scenę z wilkami: Arya nie widziała się z Nymerią od pierwszego sezonu, a ich spotkanie wydaje się być dopiero początkiem ich wzajemnych relacji.

zrodzona z burzy

Najmocniejszą stroną tego epizodu jest zdecydowanie końcówka, w której dochodzi do bitwy z Greyjoyami. Walka rozpoczyna się w niespodziewanym momencie, ale sama w sobie jest oczywistym zabiegiem. Dodaje ona wyrazu całemu odcinkowi. Krew obficie leje się z ekranu, a klimat chaosu daje o sobie znać.

Ostatecznie dostajemy więc odcinek brutalny i zaskakujący, pełen dobrych scen oraz mocnych dialogów. Wszystko rozwija się w dobrym kierunku, a całość trzyma w napięciu do ostatnich minut.