GRA O TRON – FINAŁ 7. SEZONU [RECENZJA]

Najnowszy, 7. sezon Gry o tron właśnie dobiegł końca. Czy finał okazał się równie spektakularny i zaskakujący jak przyzwyczajono nas do tego w minionych latach? A może jednak był zbyt przewidywalny? Tekst może zawierać spoilery.

Decydujące spotkanie

Finał zawsze kojarzył się z najbardziej efektownymi i mocnymi scenami. Tym razem tempo akcji jest jednak mocno zwolnione. W końcu doszło do decydującego spotkania przywódców, dzięki któremu przyszłość wszystkich ludzi będzie zależeć od sprzymierzenia się w walce wszystkich wojsk z jednym wrogiem – armią nieumarłych. Ten wątek tak naprawdę trwa przez większość odcinka, ale czy jest równie mocno zadowalający? Z całą pewnością można powiedzieć, że moment wypuszczenia jednego z Innych, aby móc zaprezentować go przed Cersei trzyma w napięciu. Początkowa drwina z jej strony przemienia się w zaskoczenie pomieszane ze strachem. Jednakże kwestia zawiązania sojuszy wypada bardzo słabo i przewidywalnie. Nietrudno się było domyślić, że kiedy królowa Żelaznego Tronu zażąda, aby Jon Snow pozostał bezstronny, ten przyzna się do słowa danego Smoczej Matce. Cieszy natomiast, że Tyrion dostał swoje pięć minut, podczas których próbował przemówić do rozumu siostrze. Chyba każdy w tamtym momencie zaczął się zastanawiać, czemu wszystko poszło tak gładko? I zaraz dostaliśmy odpowiedź – Cersei nie byłaby sobą, gdyby nie knuła czegoś za plecami, co może wiele namieszać w nadchodzącej Wielkiej Wojnie.

Winterfell

Natomiast w Winterfell atmosfera się zagęszcza. Rosnąca z każdym odcinkiem nienawiść sióstr Stark dochodzi do kulminacyjnego momentu. Gra, którą od początku manipulował Littlefinger zapędza go w kozi róg i tym samym doprowadza do jego zguby. W tej ważniej chwili genialnie wypada Arya. Z zimną krwią i bez żadnego zawahania podchodzi do swojego zadania. Ale właśnie wówczas można mieć mieszane uczucia, gdyż to kluczowa scena jednej z najważniejszych postaci z całej serii. Czy na taki los zasłużył Petyr? Czy jednak wszystko mogło potoczyć się inaczej?

Miłość

Dochodzi także do miłosnego uniesienia pomiędzy Deanerys i Jonem. Z całą pewnością fani są podzieleni co do połączenia właśnie tej dwójki ważnych postaci. Ciekawy zabieg został tutaj użyty. Gorące sceny miłosne zostały przeplecione z rozmową Sama i Brana, którzy wspólnie mówią nam wprost to, o czym już dawno wiedzieliśmy – czyli kim tak naprawdę jest Jon Snow. Może niektórym mogło umknąć jego prawdziwe imię, zatem nic straconego – chłopcy zadbali o to, żebyśmy wszystkiego się dowiedzieli. I tutaj można czuć lekki zawód, gdyż tak naprawdę każdy czeka, aż w końcu do Jona dojdą te informacje. Bardziej emocjonująca i satysfakcjonująca byłaby ta scena, gdyby to Bran oświecił nieświadomego Jona. Z tym jednak musimy poczekać do kolejnego sezonu.

Finał

Ostatnia scena jest tym, do czego przyzwyczaiła nas już Gra o tron; mocno efektowna – na miarę kwintesencji finału sezonu. Obraz armii Innych gromadzącej się przy murze i przerażenie Tormunda na widok skrzydlatego sługi Nocnego Króla jest całkowicie niesamowity. Biali Wędrowcy dopięli swego i pokonali swoją największą przeszkodę. Pozostało już niewiele do decydującego starcia. Chociaż finał był raczej w jednostajnym rytmie, to doszło do wielu ważnych decyzji, których rozwój będziemy śledzić w następnym sezonie. Całość siedmiu odcinków różniła się od swoich poprzedników, ale cały czas trzymała w napięciu i dała do zrozumienia, że wszystko zmierza ku rychłemu końcowi. Teraz pozostaje uzbroić się w cierpliwość i poczekać na ostatni, 8. sezon.