Emigrować bo tak. “Pomiędzy słowami” [recenzja]

Pomiędzy słowami

Pomiędzy słowami to film minimalistyczny w swojej formie i treści.

Michał

na pierwszy rzut oka wygląda jak urodzony Niemiec. Nie dlatego, że jest niebieskookim, przystojnym  blond młodzieńcem. Świetnie mówi po niemiecku, swobodnie porusza się w swoim środowisku. Pracuje w berlińskiej kancelarii prawniczej, która oprócz obsługi dużych operacji finansowych pro bono zajmuje się pomocą imigrantom. Nosi marynarkę, starannie wyprasowaną koszulę, ma nienaganne maniery.

Film rozpoczyna rozmowa Michała z czarnoskórym imigrantem, poetą, który chciałby się osiedlić w Niemczech. Nie, nie przywiodła go tam wojna. Nie, nie jest prześladowany ze względu na poglądy czy wyznanie. On zwyczajnie chce mieszkać w Niemczech. Ale ze względu na jego kolor skóry i pochodzenie nie będzie mu tak łatwo jak Michałowi.

W jego idealny jak świeżo wyprasowana koszula świat wpada ojciec – niczym meteoryt. Jakże różny od swojego syna. Nosi się jak chce, chodzi nieogolony, pije wino podczas koncertu w kościele, pali trawkę i… mówi tylko po polsku. Ojciec, który przez wiele lat był dla Michała martwy. Dlaczego nie dawał o sobie znaków życia?

Pomiędzy słowami

Panowie spędzają wspólnie weekend. Zwiedzają razem miasto. Rozmawiają. I powoli, pomiędzy słowami, spod maski Michała-Niemca wyłania się Michał-imigrant.  Ponownie uświadamia sobie swoją tożsamość. A oprócz tożsamości, rewiduje swoje relacje z odzyskanym, a może należałoby powiedzieć, świeżo poznanym ojcem.

Na uwagę zasługuje strona wizualna filmu

Fabuła jest minimalistyczna. Raptem dwóch bohaterów spotyka się i próbuje nawiązać dialog na tle europejskiej metropolii. A to wszystko zaprezentowane w czerni i bieli.  Widz skupia się na kształcie i fakturze. Widzi posągowego Michała i jego chocholskiego ojca – Stanisława. Dostrzega minimalizm i sterylność mieszkania młodzieńca, zamieszanie i tłum miasta. Wyrazisty jest też dźwięk. Słysząc kościelne dzwony bijące co rano za oknem mieszkania Michała, wydaje się, jakbyśmy to my byli wzywani na niedzielną sumę. Dźwięki otoczenia słyszymy tak, jakbyśmy byli zanurzeni w miejskim zgiełku.

Jakub Gierszał wciąż wykazuje się aktorską elastycznością. Kolejny raz wciela się w postać skomplikowaną, ale jakże różną od poprzednich. Ponieważ w dzieciństwie emigrował do Niemiec razem z rodzicami, świetnie żongluje oboma językami. Poza tym wydaje się autentyczny w roli oddanego pracy pracownika kancelarii prawnej. Świetnie sprawdził się również Andrzej Chyra. Jego postać jest nieco upiorna, jest jak szpilka wbijana w osobowość Michała.

Reżyserka,

Urszula Antoniak, od dwudziestu pięciu lat mieszka w Holandii. Nie zmusiły jej do tego zawirowania polityczne, bieda, czy poszukiwania pracy. Zrobiła to, bo tak chciała. O tym jest ten film, jak widać  -bardzo osobisty. Emigracja nie zawsze jest dla chleba,  nie zawsze jest też ucieczką przed wojną, czy prześladowaniami. Czasem jest po prostu decyzją. Film godny obejrzenia nie tylko za pomysłową tematykę, ale też ze względu na przepiękną stronę wizualną.

Za możliwość przedpremierowego obejrzenia Pomiędzy słowami dziękuję Kinu Pod Baranami w Krakowie.

Kino pod Baranami

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o