Kino, które uwodzi zmysły – recenzja filmu “Tamte dni, tamte noce”

Literackie obrazy utkane wprost ze słów powieści Andre Acimana, uwieńczone zdjęciami ze słonecznych, południowych Włoch. Piękni ludzie, kultura, sztuka i miłość… wszystko wydaje się pięknie, może zbyt piękne? Czym jest tak naprawdę film Tamte dni, tamte noce?

Siedemnastoletni Elio (Timothee Chalamet) spędza swoje wakacje, jak co roku, w willi wraz z rodzicami, wykształconymi osobistościami. Sam komponuje i zatraca się w muzyce. W monotonii tytułowych nocy i dni mijałyby chwile słodkiego lenistwa, gdyby nie zjawił się doktorant ojca Elio – Oliver (Armie Hammer). Przybywa do małej mieściny aby dokończyć swoją pracę naukową pod okiem profesora. Amerykanin wkracza w życie rodziny ze swoją zachodnią nonszalancją, irytując Elio. Pierwsze sceny filmu nie zapowiadają żadnego gorącego romansu, nawet sympatii. Konflikt kultur i obycia przeszkadza Elio polubić Oliviera, czy choćby tolerować. Wszystko zaczyna się zmieniać poprzez delikatne gesty i spojrzenia.

 

Odkrywanie własnej seksualności

Pierwsze opisy fabuły odstraszają. Czy znów mamy do czynienia z filmem, w którym kontrowersyjne tematy mają destrukcyjny wpływ na całą akcję filmu? Otóż nie. Dzieło Guadagnino zaskakuje zmysłowością i niesamowitą dramaturgią gestów i spojrzeń. Znajdziemy w nim także sporo symboli, nawiązań religijnych i ideologicznych. Jednym z nich jest morela – owoc grzechu o słodko-gorzkim smaku. Ten symbol zmysłowości staje się tematem etymologicznych rozważań. Badacze zastanawiają się, które słowo: مشمش (mishmish arab. morela), czy برقوق (barquq arab. brzoskwinia) jest źródłem powstania nazwy owocu, który w późniejszych scenach staje się symbolem zmysłowości i seksualności. Warto również dodać, że bohaterów łączy religia. Wyznają judaizm w skrytej bądź też bardziej jawnej formie. Drwią z portretu Mussoliniego, odpędzając od siebie narodową nieprzychylność dla ich związku. Wykrzykują duce!, salutując przed jego namalowanym obliczem.

W całej tej filmowej poezji najważniejsze jest jednak miłosne dojrzewanie Elio, który pierwszy raz w swoim życiu doświadcza bliskości zarówno kobiety jak i mężczyzny. Chłopak chłonie wszystkimi zmysłami doznania tego lata, zakochując się i odrzucając jednocześnie. Film ukazuję istotę pożądania, ale również straty.

Forma filmu

Reżyser łączy ze sobą elementy wizji kina Viscontiego z amerykańskim, pretensjonalnym stylem montażu scen. Film jest literacki, ale jednocześnie niesamowicie lekki, choć to, co ukryte między słowami, jest trudną przeprawą przez złożoność uczuć wykreowanych postaci. Guadagnino zaskakuje humorem, rozładowując napięcie w scenach nieśmiałych zbliżeń kochanków, czasem puentuje scenę stanowczym spojrzeniem lub ciętą ripostą. Forma filmu Tamte dni, tamte noce jest przemyślana i spójna, a klimat lat osiemdziesiątych całkowicie oddają pojawiające się rekwizyty i ogólna stylizacja postaci. Przeprawie przez to dzieło towarzyszy aura różnorodnej bliskości. Tej rodzinnej, jak i tej znacznie bardziej fizycznej i intymnej, przez co my również doświadczamy owej intymności na własnej skórze w fotelu widza. Zdecydowanie warto ulec temu filmowi i historii, którą ze sobą niesie.

Film obejrzany na przedpremierowym pokazie w Kinie Pod Baranami. 

Źródła: materiały prasowe Kina Pod Baranami

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here