Kiedy świat wstrzymał oddech – recenzja filmu “Czas mroku”

Londyn, maj 1940 roku. Nazistowska armia idzie przez kontynent niczym taran. Granica za granicą, państwo za państwem. Europa nie widziała wcześniej czegoś takiego. Pękła bańka złudzeń, którą rząd Neville’a Chamberlaina cierpliwie roztaczał nad społeczeństwem. Wojna zaczęła się na dobre – nastał czas mroku.

Na okres maja 1940 roku przypadają pierwsze tygodnie rządów Winstona Churchilla. Nikt nie wątpi, że to człowiek z temperamentem. A do tego mówca nie z tej ziemi. Ale co poza tym? Kilka porażek z czasów I wojny światowej, w tym przegrana pod Gallipoli, parę kontrowersyjnych decyzji, solidna dawka tego, co niejeden ośmieliłby się nazwać arogancją i brakiem ostrożności. A jednak to właśnie on 10 maja został wybrany nowym premierem Zjednoczonego Królestwa. Nie mając poparcia króla ani własnej partii, zamieszkał wraz z rodziną w  rezydencji przy Downing Street 10. Od tego dnia, w towarzystwie zapachu cygar i whisky, zdobny w melonik i nieodłączną laskę, Winston Churchill zaczął zmieniać bieg historii.

Czas mroku

Kino jednego aktora. Ale za to jakiego!

Kiedy świat obiegły pierwsze zwiastuny „Czasu mroku”, stało się jasne, że szykuje się coś wielkiego. Uwagę przykuwał przede wszystkim Gary Oldman, który… nie wyglądał jak Gary Oldman! Wyglądał za to jak Winston Churchill. Kropka w kropkę. Już dla samej charakteryzacji warto wybrać się do kina, bo podobieństwo, jakie udało się uzyskać twórcom jest po prostu zdumiewające. Zmieniony nie do poznania aktor wygląda przy tym bardzo naturalnie, co pozwala przenieść wiarygodność produkcji na całkiem nowy poziom. Obsadzanie w filmach biograficznych znanych i rozpoznawalnych artystów jest często ryzykowne. Dla bardziej doświadczonego kinomana już sam w sobie gwiazdor  jest postacią, która czy tego chcemy czy nie, przenika ponad kreacją. Mogłoby się wydawać, że osoba tak charakterystyczna jak Gary Oldman zdominuje każdą rolę, nie pozwalając nam zapomnieć, na kogo patrzymy. Oglądając „Czas mroku” możemy jednak na chwilę oderwać się od tego co znane i realne, możemy poczuć, że oto przed nami swoje cygara pali słynny brytyjski premier we własnej osobie. Ale ale, czym byłaby charakteryzacja bez gry aktorskiej?

Opierać film na jednym aktorze nie jest grzechem ani błędem, zwłaszcza gdy jest to Gary Oldman. A Brytyjczyk nie zagrał Churchilla – on się nim stał. Od sposobu mówienia i ruchów, aż po najsubtelniejsze gesty. Artysta przez dwie godziny raczy nas grą najwyższej próby sprawiając, że przecieramy oczy ze zdumienia. Jeśli Akademia Filmowa nie zdecyduje się wręczyć mu za „Czas mroku” złotej statuetki, jej pozycja jako opiniotwórczego medium spadnie gdzieś między Złote Maliny, a nagłówki Faktu.

Czas mroku

Uwagą należy również obdarzyć Kristin Scott Thomas, która z drugiego planu błyszczy niczym klejnot. Aktorka znana z takich filmów jak Angielski pacjent, Zaklinacz koni czy Kocham cię od tak dawna od lat czaruje widzów elegancją i klasą, których pozazdrościć jej mogą całe pokolenia aktorek. Cudownie jest widzieć, że ten niepowtarzalny urok nie opuścił jej ani na jotę.

Technicznie dopracowany

Oglądając film w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na scenografię i grę aktorską. Dostrzegamy też dialogi, spójność fabuły, adekwatność muzyki, często jednak umyka nam bardzo ważny element. Montaż. Mamy czasem poczucie, że coś nie gra, nie pasuje, męczy. Coś, nie wiadomo co, przeszkadza nam w odbiorze. Często to właśnie kiepski montaż i niekorzystne kadry. Na szczęście pod względem technicznym „Czas mroku” to prawdziwe dzieło sztuki. Oglądanie eleganckich, czystych ujęć i płynnych scen to estetyczna uczta.

Zmiana perspektywy

Mogłoby się wydawać, że o II wojnie światowej nakręcono już wszystko. Tymczasem w filmie Joego Wrighta poruszono kwestię, nad którą wcale nie zastanawiamy się tak często. Zjednoczone Królestwo, jako kraj wyspiarski, choćby ze względów geograficznych zawsze było nieco na uboczu. O brytyjskie wybrzeża rozbijały się największe militarne potęgi i dopiero II wojna światowa postawiła władze przed realnym zagrożeniem inwazji, której może nie udać się odeprzeć. Okazało się jednak, że takiego losu można uniknąć, pojawiła się bowiem możliwość rozpoczęcia negocjacji pokojowych, uchronienia ludzi przed koszmarem wojny za cenę… no właśnie. „Czas mroku” pokazuje  dylemat, przed jakim w 1940 roku stanęli Brytyjczycy. Pokazuje jak nieoczywista była w rzeczywistości decyzja, której podjęcie z perspektywy czasu wydaje się tak jasne. Pokazuje dylematy i zwątpienie, pozwala uświadomić sobie jak mało brakowało, by historia potoczyła się zupełnie inaczej. Również kreacja głównego bohatera została ukazana bardzo wiarygodnie. Oto mamy przed sobą człowieka dumnego i impulsywnego, upartego i nieustępliwego w chwili jego największego zwątpienia. Niezwykle przejmujący widok jednego z najwybitniejszych współczesnych polityków, któremu pokorę rzuciła na barki ta najczarniejsza godzina w historii świata.

Czas mroku

Inny niż wszystkie

Z filmu wyszłam z poczuciem satysfakcji i spełnionych oczekiwań. Gra Gary’ego Oldmana to prawdziwe mistrzostwo i będę szczerze zdziwiona jeśli ktoś wygryzie go z wyścigu po Oscara. Tym bardziej, że wybitny aktor wciąż nie doczekał się złotej statuetki! Dodatkowym walorem filmu jest wzbudzenie u odbiorcy pewnej refleksji. Uświadomienie mu, że nic nie jest oczywiste, nic nie jest czarno białe, że żadne wołania z niebios nie zapewnią cię o słuszności twoich decyzji.

 „Czas mroku” pozwala nam spojrzeć na II wojnę światową w zupełnie nowy sposób, pozbawiony perspektywy, którą mamy dzisiaj. Twórcy doskonale uchwycili ryzyko, które trzeba było podjąć i wątpliwości targające tymi, którym przyszło decydować o losach świata. Czy z podkulonym ogonem przyjąć pokój, zapewniając bezpieczeństwo swoich ludzi? Czy podnieść dumnie głowę ryzykując wszystkim? Oglądając film możemy poczuć ten ciężar niepodjętej decyzji, ściskający wnętrzności, spędzający sen z powiek. I za to warto wybrać się do kina.

“Czas mroku” można obejrzeć w warszawskim kinie Atlantic. Po szczegóły zapraszam tutaj.