„Czarny pistolet” – rodzinne przedsięwzięcie, które podbiło scenę Teatru Barakah

Wchodząc do sali pierwsze, co przykuwa wzrok, to wielkie podświetlone zdjęcie dzieci z poprzekreślanymi twarzami. Daje do myślenia, oj tak…

Temat przedstawienia – rozrachunek z przeszłością pod wpływem silnych emocji spowodowanych śmiercią przyjaciela – jakże wtórny i cykliczny. Nic nowego? Nic bardziej mylnego. Potrzeba paru minut, by sercem widza zawładnął Krzysztof Bochenek. Chce się po prostu na niego patrzeć i słuchać. I nie, nie dlatego że to monodram i nie ma na czym innym się skupić, bo scenografia taka uboga… Naprawdę wielkie brawa dla artysty! Jego wyczucie widza i poczucie humoru pięknie podkręcają  teksty monologów. A te są zarówno niebanalne jak też bardzo proste i przystępne. Wzbudza to w nas sympatię i poczucie, że mówi to taki „swój” człowiek. Główną osią spektaklu są piosenki Włodzimierza Wysockiego, zagrane i zaśpiewane właśnie przez naszego głównego bohatera. Trochę po polsku trochę po rosyjsku, nie wszystko było zrozumiałe – przynajmniej dla mnie, ale szczerze powiedziawszy nie przeszkodziło mi to w odbiorze ani odrobinę. Była w nich taka ekspresja, że słuchało się ich i chciało ciągle więcej. W dodatku wprowadzały w spektakl taki przyjemny rytm, pozwalający odetchnąć po partiach mówionych. Ten szarobury świat i słodko-gorzkie wspomnienia, jakże dobrze znane nam z codzienności, zostają na scenie rozładowane taką dozą dystansu, że wychodzimy wprost rozbrojeni z naszych stresów i spięć. Już jestem ciekawa co jeszcze będę mogła przeżyć w tym klimatycznym miejscu na Krakowskim Kazimierzu…

CzarnyPistolet015.jpg

fot. Piotr Kubic

Agata Burghardt