Gry

Cyfrowy wagabunda | W lochach The Executioner

Gry z pogranicza RPG często stawiają graczy przed ciężkim decyzjami – zmuszając ich do wyboru mniejszego zła, jeśli takowe w ogóle istnieje. Tego typu wydarzenia w growym świecie należą jednak do rzadkości i z reguły są wyjątkowe celebrowane. The Executioner to natomiast projekt, który zmusza do całkowitego porzucenia nadziei.

Wielu wątpi w to, że gry posiadają środki wyrazu służące mówieniu o niebanalnych sytuacjach. I choć swego czasu ulubionym tematem prasy były dywagacje na temat ich statusu jako sztuki, to przypisanie takiej etykiety temu medium nie rozwiązuje omawianego problemu. Nie wystarczy bowiem nadać danemu dziełu wyższej pozycji – gra taka jak The Executioner musi nie tylko deklarować, ale też realnie wyrażać coś znaczącego. Szczególnie jeśli jego wiodący motyw ociera się o kwestie polityczne i/lub kontrowersyjne. Co więcej, nie chodzi tylko o wykorzystanie stylistyki gry i przeniesienie jej do innego medium, jak w przypadku projektów artystycznych Serious Games Haruna Farockiego czy The Night Journey Billa Violi.

Gra poruszająca trudne tematy pozostać musi grą, czyli – idąc za definicją czołowego ludologa Gonzalo Frasci – posiadać: świat gry, mechaniką oraz playformance. Ostatnie pojęcie odnosi się do doświadczenia gracza w trakcie rozgrywki. W szybkim skrócie – chodzi to, że znajdując się w świecie gry (jego przestrzeni i czasie), wykonujemy pewnie dozwolone czynności (mechaniki), symulujemy pewne zachowania i robimy to na różne sposoby. Te sposoby właśnie są wkładem gracza w grę, czyli de facto jego interpretacją zasad i samej rozgrywki. Zrozumienie danej produkcji odbywa się po prostu za pomocą działań i decyzji, jakie w niej podejmujemy.

Gry przeciwko totalitaryzmowi

Istnieją produkcje, które przekroczyły ten Rubikon. Należy do nich, między innymi, This War of Mine (2014) polskiego studia 11 bit oraz Papers, Please (2013) Lucasa Pope’a. Pierwsza z nich to symulator zarządzania ludźmi podczas kryzysu wojskowego przypominającego oblężenie Sarajewa. Druga zaś stawia gracza w roli urzędnika granicznego komunistycznego państwa Arstotzka. Obie produkcje łączy to, że umożliwiają graczowi poczuć powiew beznadziei „na własnej skórze”; mechanika każdej z gier wprowadza nas bowiem w swoiście traumatyczne doświadczenie. This War of Mine zmusza do taktycznego wyboru mniejszego zła w świecie, w którym życie – a już szczególnie życia cywila – nie ma żadnego znaczenia. Papers, Please z kolei z każdym kolejnym wewnątrzgrowym dniem zmusza nas do co raz bardziej wnikliwego sprawdzania ubiegających się o wstęp do Arstotzki. Nawarstwiające się urzędnicze procedury doskwierają nie tylko przyjezdnym, ale także graczowi – każde zaniedbanie może kosztować bohatera znacznie więcej niż pracę.

The Executioner – niezależny projekt studia Lesser Evil Games – wyraźnie chce się znaleźć na tej samej półce, co wymienione wyżej gry. Produkcja osadzona jest więc w średniowiecznym, schizofrenicznym państwie rządzonym przez okrutnego króla. Bohater to tylko zwykły trybik w machinie władzy, który tym razem para się wysoce kontrowersyjnym zawodem; jest bowiem oprawcą i katem w jednym. Do jego głównych zadań należy przesłuchiwanie więźniów, wydobywanie zeznań i przeprowadzanie egzekucji. Jak na razie zagrać możemy tylko w demo The Executioner, w którym dość pobieżnie zapoznajemy się z mechaniką gry. Co jednak nie oznacza, że zderzenie z brutalnym konceptem tego tytułu nie jest bolesne. Rozgrywka przypomina połączenie klasycznej paragrafówki (ang. choose-your-own-adventure) z komputerowym Sorcery!. Mechanika funkcjonowania w świecie to rozbudowany interfejs dialogowy, w którym wybieramy nasze działania z dostępnych opcji. Wpływają one na różnorodne cechy protagonisty (charakter i atrybuty) oraz ekhm, ekhm losy świata.

A jak katem będziesz

Kierowany przez nas egzekutor może zatem w swoich poczynaniach działać na rzecz sześciu sprzecznych czynników: mistycyzmu/realizmu, monarchii/rewolucji oraz socjopatii/humanitaryzmu. Co więcej, wpływa on także na ogólny chaos w państwie. Jednakże demo – zaledwie pięcioprocentowym wyimku dwudziestogodzinnej gry – nie daje zatańczyć nam na balu konsekwencji. Jego najważniejszym fragmentem są kluczowe dla rozgrywki tortury. W nasze świeżo upieczone katowskie rękawice trafia koronny myśliwy oskarżony o kłusownictwo. Naszym zadaniem jest wymusić na więźniu podpisanie zeznań, przy jednoczesnym uniknięciu jego śmierci lub szaleństwa. Państwo, dla którego pełnimy służbę, ma praworządnie złego zarządcę – nie skazuje on na śmierć bez wyroku. W The Executioner możemy doprowadzić do niego na wielu różnych, makabrycznych sposobów, między innymi, podtapiając, bijąc czy nawet oślepiając. Przeszkodą w tym procederze stają się: upływający czas, zmęczenie i zdrowie psychiczne bohatera. Każde działanie kosztuje daną liczbę godzin oraz punkty wytrzymałości. Zaś wyjątkowe okrucieństwo prowadzi do zaburzeń osobowościowych.

W The Executioner możemy więc grać jako totalny socjopata, ale zapewne tym samym sprowadzimy na protagonistę jakiś rodzaj zguby. Nie wspominając o tym, że pomimo ubogiego interfejsu, gra wydaje się całkiem rzeczywista. Dosłowność opisów i brak jakiegokolwiek rodzaju czarnego humoru znanego z wesołych filmów gore czyni mechanikę tortur wyjątkowo brutalną i całkowicie amoralną. Daleko tej grze do katartycznego rozjeżdżania przechodniów w GTA – jest ona mroczna i głęboko niepokojąca. W RPG-ach z reguły wcielamy się w rewolucjonistę, walczącego ze złym królem, a nie jego sługę, który stara się jednocześnie nie narazić władzy i zachować swoje człowieczeństwo. W The Executioner – podobnie do Papers, Please – twarda litera prawa więzi tak samo oprawcę jak i skazańca. Ludzkie nie jest wybawienie wieśniaków od opresji, ale powieszenie oskarżonego na długim sznurze. Oczywiście próby pokazanie niemożności dokonania „dobrego” wyboru mogliśmy zauważyć chociażby w rodzimym Wiedźminie, ale ton tej serii nigdy nie był tak jednoznacznie pozbawiony nadziei.

Co przyniesie przyszłość

Przyznam, że odpalając demo tej gry nie spodziewałam się aż takiej brutalności emocjonalnej. Każdy czyn, który popełniamy jest jednoznacznie zły. Jeśli w Papers, Please czy This War of Mine istniał bufor bezpieczeństwa w postaci odpowiedzialności za innych, tak w The Executioner bohaterem kieruje strach przed własną śmiercią. Nie jest on tylko ofiarą systemu, ale jego wizytówką. Oczywiście gra zapewne będzie czymś znacznie większym niż jej wersja demonstracja – może nawet rozwinąć się w fabułę o rewolucji. Niemniej, bazuje ona na interesującym, ale jednocześnie bardzo realistyczny koncept – znany z prawdziwych opowieści o totalitaryzmach. Lesser Evil Games podjęło się naprawdę trudnego zadania mechanizacji historii przemocy w ramach prostego interfejsu. I choć raczej nie grozi im raczej zestawienie z Manhuntem czy polskim Hatred to kroczą oni po cienkim lodzie. Aczkolwiek, jak na razie nie wiadomo czy gra się w ogóle ukaże. Twórcy nie zebrali pieniędzy na Kicstarterze, ale zapowiadają kampanię na IndieGoGo. Pozostaje więc zagrać w demo, zinterpretować grę i czekać na więcej informacji. Choć i tak przejście małego wycinka tej produkcji należy do doświadczeń mrożących krew w żyłach.

 

Wszystkie wykorzystane media pochodzą z materiałów prasowych oraz gier.
Izabela Pamuła

Ze wszystkich growych gatunków najbardziej umiłowała cRPG, ale nie stroni od innych doświadczeń. Czasem katuje się szalonymi platformówkami, ślęczy nad zagadkami w przygodówkach albo wałęsa się po niezrozumiałych ścieżkach symulatorów chodzenia. Kiedy nie gra, czyta reportaże bądź Jacka Dukaja. W muzyce ceni wszelkie odmiany psychodelii. Z kinem zaś łączy ją trudna miłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *