Gry

Nostalgia gracza to straszna choroba…

Każdy doświadczony gracz przeżył w swoim życiu niejeden okres tęsknoty do lat dzieciństwa i ogrywanych wtedy gierek. Najczęściej kończy się to jednak tak, że wracamy do danego tytułu sprzed lat, oczekując tej samej kaskady emocji, które odczuwaliśmy jako dzieciak. Nostalgia gracza podpowiada nam, że będzie super, natomiast uczucie, jakiego doświadczamy, to najczęściej rozczarowanie.

Temat na ten artykuł przez przypadek podsunął mi mój brat, który zatęsknił za czasami, kiedy graliśmy wspólnie w World of Warcraft podczas dodatku Wrath of The Lich King. Pomyślałem wtedy, że też chętnie bym sobie przypomniał, jak to było. Od razu jednak skarciłem się w myślach – przecież na przestrzeni pięciu lat już chyba dziesięć razy wracałem do tej gry i za każdym razem kończyło się tak samo. Tworzyłem ze trzy postaci, jedną osiągałem maksymalny poziom, grałem odrobinkę PvP i kończyłem swoją przygodę z tym tytułem, aż do kolejnego napadu tęsknoty.

Nostalgia gracza to zjawisko bardzo powszechne. Powiedziałbym nawet, że naturalne. Nieraz w trakcie trwania naszego życia zatrzymujemy się i spoglądamy w przeszłość – na czasy, kiedy nie mieliśmy aż tylu zmartwień, kiedy wszystko było o wiele prostsze. W pogoni za przeżytymi emocjami pozostajemy ślepi na to, że może to, czego doświadczyliśmy, nie zależało tylko od tej konkretnej gry, ale także od miliona innych czynników i okoliczności. Dlaczego sam powrót do tytułu sprzed lat nie daje nam aż takiej satysfakcji jakiej oczekujemy?

Szara rzeczywistość

W momencie, w którym myślimy o grze naszego dzieciństwa nigdy nie jesteśmy obiektywni. Zazwyczaj pamiętamy tylko konkretne sytuacje, albo pewien zarys emocji, których doświadczyliśmy i to jest naszym głównym motorem napędowym do powrotu. Kiedy byłem w podstawówce to najpopularniejszą grą w naszym środowisku była Tibia. Zapewne wielu z Was kojarzy jak wygląda ta gra i na czym polega. Zdobywanie poziomów jest celem samym w sobie, nie ma tutaj dużo głębi. Ale jednak w czasach wczesnoszkolnych było to doświadczenie społeczne. Grało się z kolegami i snuło się plany „huntowania dragonów” (tzn. polowania na smoki). Nikt z nas nie miał pojęcia co robi, więc zazwyczaj kończyliśmy grę na dosyć niskim poziomie, po drodze będąc ofiarami własnej głupoty bądź tibijskich hackerów.

Tibia to prosta gra MMO-RPG. Posiadasz własną postać, zabijasz potwory i zdobywasz kolejne poziomy.

Jakieś dwa lata temu coś mnie tknęło i postanowiłem wrócić na chwilę do Tibii, tylko już jako w miarę ogarnięty człowiek. Oczywiście, jak się można domyślić, nie było to już to samo. Grałem sam, więc aspekt społeczny odszedł w zapomnienie. Pozostało skupić się na tym, co zawsze stanowiło główny cel – osiągnąć w miarę wysoki poziom i zabijać coraz lepsze stwory! Pierwsze dwa tygodnie były w miarę nudne, bo musiałem wbić odpowiedni poziom. Potem poczułem lekkie ukłucie radości, kiedy pokonałem pierwszego smoka. Przez kolejne dwa tygodnie znowu nie czułem nic, bo „huntowanie dragonów” stało się mniej więcej tak samo pasjonujące jak poranna toaleta. Nostalgia gracza bledła, coraz bardziej swym kolorem przypominając szarość rzeczywistości.

To dopiero było wyzwanie!

Kolejny aspekt tego zjawiska, który przyciągnął moją uwagę, to poziom trudności. A raczej to, jak go postrzegamy. Miałem się o tym okazję przekonać podczas przechodzenia Jazz Jackrabbit 2 na potrzeby napisania recenzji (można przeczytać TUTAJ). Zapamiętałem tę grę jako wymagającą oraz zajmującą dużo czasu. Do dziś mam w pamięci obrazy walki z drugim bossem – przerośniętym żółwiem. Kiedy sięgałem pamięcią do tego spotkania to wydawało mi się ono idealnym sprawdzianem umiejętności. Błąd. Ta walka jest banalna. Nadal zastanawiam się, jak słaby musiałem kiedyś być, żeby uważać ten element rozgrywki za wyzwanie.

W Jazz Jackrabbit 2 wcielamy się w postać królika i ratujemy wszechświat. Jako dziecko bawiłem się świetnie. Teraz już trochę gorzej.

To także jest powód naszego rozczarowania. Nostalgia gracza każe nam pamiętać jak dobrze czuliśmy się przechodząc dany poziom w cztery godziny. Prawda jest jednak taka, że obecnie jego przejście zajmuje nam dwadzieścia minut. Istnieje bardzo duża szansa, że od czasu naszego ostatniego zetknięcia z grą z dzieciństwa nasze umiejętności znacznie się poprawiły. Nie jesteśmy zatem w stanie odtworzyć sytuacji z przeszłości. Czujemy się zawiedzeni, kiedy moment, który zapamiętaliśmy jako bardzo trudny bądź czasochłonny po prostu taki nie jest.

Świat się zmienia

Zacznę od małego eksperymentu. Proszę, aby każdy z Was spojrzał na świadectwo siebie sprzed pięciu lat – mogą to być wiadomości, maile, tablica Facebook’a, złote myśli czy cokolwiek co napisaliście/zrobiliście pięć lat temu. I jak? Ja niedawno popełniłem ten błąd i przejrzałem swoją tablicę na Facebook’u aż do momentu mojego dołączenia do tego serwisu. Powiem jedno – nie wiem, kim była osoba, która publikowała te rzeczy. Łączy mnie z nią jedynie imię i nazwisko.

Dochodzimy tutaj do najważniejszego czynnika, który wpływa na to, że nostalgia gracza prawie zawsze nas zawodzi. Ludzie się zmieniają. Wraz z upływem czasu zmieniają się nasze poglądy, nasze spojrzenie na świat. Zupełnie inaczej zaczynamy też pewne rzeczy odbierać. Podświadomie wartościujemy i dokonujemy analiz przyswajanych treści. Gra, która kiedyś była dla nas tylko bijatyką czy grą wojenną, w której chodzi o wyeliminowanie przeciwnika, nabiera zupełnie innych barw. Może nagle dostrzegamy w niej treści poruszające ważne problemy współczesnego świata? Może widzimy w niej to, co sami w życiu przeszliśmy, albo z czym się zmagaliśmy. Nasza perspektywa odgrywa kluczową rolę w tym jak patrzymy na wszystko co nas otacza, w tym gry. One pozostają cały czas takie same, ale za to my się zmieniamy. Dlatego nigdy nie doświadczymy ich już w ten sam sposób co kiedyś.

Tak samo jak podczas dorastania, czasem trudno nam się pogodzić z tym, że pewne doświadczenia będą istnieć już tylko w naszej pamięci. Fajnie jest raz na jakiś czas wrócić do starych tytułów, ale nie możemy oczekiwać, że poczujemy to samo co kiedyś. Człowiek jest zbyt skomplikowany na takie rzeczy. Nostalgia gracza prawdopodobnie będzie nam towarzyszyć do końca życia. Ważne, żeby podejść do niej z odpowiednim nastawieniem – bez oczekiwań przeżyć z przeszłości! A do wspomnień należy się jedynie uśmiechać. Żeby przez przypadek ich nie popsuć.

Piotr Boryn

Z grami komputerowymi związany od dziecka. Swoją gamingową przygodę zaczynał od WarCrafta II i StarCrafta, stąd głęboko zakorzeniona miłość do gier Blizzarda. Obecnie masowo chłonie wiedzę z dziedziny projektowania gier i ma nadzieję, że kiedyś mu się ona w życiu przyda. Oprócz tego, co drugą niedzielę wciela się w rolę Mistrza Podziemi prowadząc sesje RPG i średnio dwa razy do roku występuje na scenie jako aktor-amator.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *