Gry

Za horyzontem #23 – Always Sometimes Monsters

Każdy z nas czasem jest zmuszony wyjść z siebie, stanąć obok i uczynić coś wbrew samemu sobie. Always Sometimes Monsters, drobna z pozoru gra, porusza naprawdę wielkie problemy, z jakimi boryka się ludzkość. Ambitne zadanie, prawda? Nie o zagadki logiczne, czy zręczność gracza w niej chodzi, lecz o sprawdzenie naszej własnej inteligencji emocjonalnej – naszego własnego ja.

Ta (jak zwykle na tę serię artykułów przystało) gra o prostej grafice i specyficznej oprawie to nic innego, jak najprawdziwszy dramat obyczajowy. Żadnych elementów fantastycznych – tylko nasz główny bohater i jego przygnębiające życie.  Tracimy szansę na przyszłość, ukochana nam osoba zostawia nas w krytycznym momencie, a razem z pieniędzmi odchodzi w niepamięć dach nad głową. Pozostaje nam tylko determinacja. Jak to w życiu bywa.

Pieniądze szczęścia nie dają

Walk tu żadnych nie uświadczymy, a przynajmniej nie w fizycznej formie. Batalie, z jakimi stajemy się powiązani, są bowiem zgoła innej natury. Los to nasz główny wróg, a my musimy każdego dnia podejmować trudy nieopierania się mu. Nasz główny bohater doświadcza pecha w sposób lawinowy.

Przez większą część gry będziemy usiłowali jakoś zdobyć choć trochę grosza, by postawić całe swoje życie na jedną kartę. I tak będziemy świadkami mnóstwa zróżnicowanych sytuacji, które mają nam przynieść jakiś zysk. Nierzadko wiekszy zysk oznacza przy tym negatywne konsekwencje dla bohaterów drugoplanowych. Coś za coś.

Grind zwany życiem

Największym, moim zdaniem, minusem tytułu, są etapy gry zmuszające nas do wcielenia się na dobre paręnaście-parędziesiąt minut w rolę pracownika fizycznego. Przykładowo – opłacalna praca w rzeźni, lub niewymierna finansowo produkcja wegańskiego tofu. Tak – nawet w tej sferze został zamknięty duch gry, wybór pomiędzy łatwą, nie do końca moralną ścieżką, a tą trudną, dającą mniejsze korzyści. Jedni powiedzą – element podsumowujący istotę gry. Ja natomiast – są to powtarzalne scenki oddzielające gracza od faktycznie „ciekawego” materiału Always Sometimes Monsters.

Always Sometimes Monsters

Najważniejszymi plusami gry są jej wydźwięk, dialogi, czy nieoczywiste konsekwencje podjętych decyzji. Porusza ona w pokaźnej ilości problemy dzisiejszego świata. Zdrada, tak miłosna jak i przyjacielska, narkotyki, pęd ku karierze, hipokryzja rządu. Cały przekrój.

Niedoczekanie nasze!

Ze względu na poruszaną przez grę tematykę można by się spodziewać, że ASM będzie kolejną grą prowadzącą nas za rączkę przez „interaktywny film”. Otóż niedoczekanie nasze – bo dostajemy tu całkiem dużo wolności. Nie tylko co przegryziemy i gdzie przetrwamy kolejną noc, ale też czyją stronę będziemy trzymać, jaką pracą się zainteresujemy.

Always Sometimes Monsters

Mamy pole do eksperymentów – nawet, jeżeli czasem złudne, bo o jego częściowej iluzoryczności możemy przekonać się już na początku gry. Świętując tam na swojej „imprezie” wybieramy głównych bohaterów historii, po prostu zaczepiając ich w tłumie. „Wspaniale” pomyślałem sobie – „tak wiele wyborów, tyle ścieżek gry?” – niestety, aż tak pięknie nie jest. Co prawda gra oferuje kilka zakończeń, ale aż tak zróżnicowana nie jest, by oferować aż tak wiele dróg.

Zdziwilibyście się ile jest tytułów, które korzystają z tak prostego i nastawionego na konkretną niszę silnika (RPG maker) do własnych, całkowicie niewpisujących się w jego zasady celów. Od fali horrorów, poprzez wyciskacze łez i dramaty, po klasyczne przygodówki. Właściwie, to jest to temat na inny materiał, którego możecie się niebawem spodziewać na stronie, a o którym już wspominałem przy okazji tego tekstu.

Źródło obrazka wyróżniającego

Grę znajdziecie tutaj

Piotr Kozioł

Wiecznie – obserwator na głodzie pokarmu duchowego. Czasami – twórca szukający oczyszczenia umysłu z nadmiaru ciągle nowych, kiełkujących w nim ziaren.

https://www.artstation.com/infernal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *