IKARVS: Ciężko byłoby robić tak dziwne rzeczy, bez jakiegoś luzu w sobie

0
12

IKARVS zbudowali sobie markę na polskiej scenie elektronicznej znakomitymi live actami. Po 7 latach działalności podsumowali swoją dotychczasową aktywność albumem Trysk. Jedną z okazji do promowania tego albumu był występ podczas tegorocznego Great September. Między innymi o tym krążku, ale też o inspiracji współczesną popkulturą i polskości z Olą i Przemkiem rozmawiał Wojciech Miśkiewicz.

Wojciech Miśkiewicz: Na scenie elektronicznej, jak się spojrzy na popularne nazwiska, chociażby Charlotte De Witte, to płyty nie są aż tak częstym sposobem kondensowania swojej twórczości. Czuliście pewną presję? Czy po prostu chcieliście zamknąć na swój sposób te pierwsze, jak dobrze liczę, siedem lat funkcjonowania waszego duetu?

Ola: Chyba po prostu chcieliśmy zrobić większy, pełniejszy projekt, bardziej przemyślany, z jakimś spójnym motywem przewodnim. Zebrać nasze piosenki w pewną całość.

Przemek: Tworząc album i kończąc go, staliśmy się dorosłym projektem. 

W.M. Sama nazwa waszego projektu, IKARVS, nawiązuje do mitologicznego Ikara, który w pogoni ze swoimi marzeniami oddał to, co miał najcenniejszego, czyli swoje życie. Wy chyba aż tak dramatycznie nie musieliście postępować, żeby wydać ten krążek.

O: Nie, chociaż robienie płyty to jest intensywny proces i rzeczywiście wymaga oddania części możliwości, które pojawiają się po drodze i rezygnowania z rzeczy, żeby skupić się na jednym celu. Podobnie jednak jest z każdą dużą rzeczą w życiu, choćby pracami na studiach czy innymi projektami artystycznymi.

P: Tak w ogóle to my wierzymy, że Ikar nie umarł, tylko spadł do wody i tam się odrodził.

W.M. Trzymając się tej mitologicznego nazewnictwa w naszej rozmowie, czy wy również parzyliście się nie raz, nie dwa, tworząc ten krążek, albo działając na muzycznej scenie?

O: Czy się parzyliśmy? Tak, ale czy były to dla nas bardzo bolesne doświadczenia?

P: Słońce, Ikar, dla nas uosabiają dużo więcej rzeczy, niż tylko coś, czym możemy się sparzyć. To przejście w inny stan,  przekraczanie swoich granic, podjęcie ryzyka. Wiele razy próbowaliśmy, testowaliśmy i coś nie wychodziło albo wychodziło inaczej, niż myśleliśmy. Choćby nasz występ w Mam Talent też wyszedł inaczej, niż się spodziewaliśmy. To jest część podejmowania ryzyka. Nie tylko jako artysta, ale też po prostu w życiu. Wychodzimy z założenia, że warto podejmować to ryzyko i gonić swoje marzenia.

O: Lepiej wystawić się na jakąś próbę, niż tego nie robić.

W.M. Wspomnieliście o występie w programie Mam Talent. Nie chciałem o niego pytać, ale wykorzystam to, żeby skierować naszą rozmowę na inny wątek. Doceniacie siłę internetowego viralu? Wasz występ stał się w moment rozpoznawalny. W dzisiejszych czasach bez tej siły social mediów można zaistnieć?

P: Najtrudniejsze jest to, żeby w ogóle zaistnieć w uwadze ludzi, w ich świadomości.

O: Trzeba się przebić się przez szum informacyjny. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nasza muzyka nie jest dla wszystkich interesująca, że jest trochę w niszy. Czuliśmy, że musimy wystawimy nasze nosy poza bańkę w której funkcjonujemy już od długiego czasu. Ta bańka nie pozwalała nam się rozciągnąć, przebić. Chcieliśmy wystawić nos, bo liczyliśmy, że trafimy do szerszej publiki, poznają nas jakieś nowe osoby. Rzeczywiście czujemy, że ten występ przyciągnął do nas bardzo dużo osób. Myślę, że tak, że było warto, chociaż emocjonalnie to było trudne, bo nie podobało nam się, w jaki sposób zostaliśmy pokazani. Nie trafia do nas narracja, która została zaaranżowana wokół naszego występu, ale z drugiej strony myślę, że choć było to trudne, to dużo nam to dało. Czasem występ w programie jakim jest talent show bez kontrowersji może dać bardzo mało. Wokół tej sytuacji były emocje, przez które poniosło się to szerzej.

W.M. Znany wrestlingowy promotor z lat 90. Eric Bischoff powiedział kiedyś, że kontrowersje robią pieniądze. A o nie łatwiej dzisiaj dzięki temu, że każdy praktycznie z nas ma już w chwili obecnej smartfona, korzysta mniej lub bardziej świadomie z social mediów i te emocje są wywoływane.

O: Wydaje, że te emocje to jest taki punkt wyjściowy i to zależy od osoby, do której trafiamy, czy chce sprawdzić co jest dalej. Jest to oczywiście trudniejsze w tych czasach bo ludzka uwaga jest bardzo ograniczona i tylko od ciebie zależy, czy chcesz coś poznać i rzeczywiście usłyszeć to, co artysta czy artystka ma do powiedzenia.

P: To jest jakaś pierwsza warstwa, jakiś taki flirt. A co się stanie dalej? Czy ta relacja między odbiorcą a artystą się rozwinie?  To już jest decyzja odbiorcy. To wcale nie jest nic nowego, że ta kontrowersja, emocje to jest coś, co zwraca oczy ludzi na artystę i dopiero potem okazuje się, co jest pod tą warstwą tych emocji.

W.M. Jesteście nostalgiczni?

Ola: Jesteśmy bardzo nostalgiczni, romantyczni. Jest to rodzaj emocjonalności, który jest nam bliski, myślę, że tak samo jak dla całej naszej generacji. Żyjemy w dziwnych czasach,  ciągle próbujemy patrzeć na przeszłość i do niej wracać, bo teraźniejszość i przyszłość bywa przytłaczająca. Wtedy przeszłość wydaje nam się prostsza.

P: Przeżywamy różne warstwy nostalgii za różnymi czasami. Zakładam, że na przykład nasi rodzice przeżywali nostalgię konkretnie za czasem swojego dzieciństwa. U nas jest tak, że wracamy do różnych czasów, nawet tych, których nie pamiętamy, jak lata osiemdziesiąte, czy lata dziewięćdziesiąte. Teraz gen z odkrywa i eksploruje pierwszą oraz drugą dekadę tego wieku. To całkiem niedawno, a i tak czujemy wobec tych lat pewną tęsknotę.

Ola: Czas płynął wolniej, życie było prostsze. Przytłacza nas rozwój technologii i to w jakim tempie rozwija się chociażby AI. Nie umiemy sobie wyobrazić przyszłości. Trochę nas to przeraża i uciekamy od tego.

W.M. Wy tę nostalgię przekuliście w zeszłym roku w cykl z alternatywnymi wersjami piosenek do seriali, filmów właśnie z początku tego wieku. To pokazuje fenomen waszych wykonań na Instagramie i TikToku. Bo słuchają i cieszą się nimi ludzie, których nie było jeszcze na świecie gdy te seriale, filmy były u szczytu popularności.

O: To jest też kwestia memów i czuję, że akurat Plebania jako serial jest memem w naszej kulturze. My to pamiętamy w ten sposób, że nasze babcie i mamy oglądały ten serial, więc był on tłem codzienności,  dzieciństwa. Ale zapisał się tak mocno w popkulturze, że jest memem i  ludzie tak czy inaczej mogą go kojarzyć.

P: To jest też coś, co nazwał bym hypem na polskość i kultywowaniem  polskości w młodszym pokoleniu, w generacji Z i jeszcze młodszej. Polska stała się cool i młodzi ludzie chcą eksplorować poprzednie dekady, chcą kopać w tej polskiej kulturze, szczególnie takiej nowoczesnej, współczesnej. Myślę, że to jest bardzo ciekawa tendencja.

W.M. Macie w domu plakat Janusza Tracza albo Proboszcza, jego największego rywala?

O: Chyba powinniśmy mieć Tracza, ale nie mamy (śmiech).

W.M. Jeśli mówimy o polskości, zmienia się też podchodzenie do naszych korzeni. Pokolenie przejeżdżające do miast na studia, do pracy w latach 90 i 00, wstydziło się swojego pochodzenia. Określenie kogoś wieśniakiem było obraźliwe. Czy właśnie to, że my mamy już osoby, które są w pełni wychowane w tych lepszych, bogatszych czasach, pomaga bardziej zaakceptować polskość z tymi wszelkimi przywarami, ale też zaletami?

O: Tak. Dajmy przykład Mandaryny. Nasi bliscy, jak się dowiedzieli, że my będziemy robić remiks Mandaryny, to mieli nietęgie miny. Bo Mandaryna kojarzy się im z kiczem.

W.M. Every Night, jej największy hit zapamiętano najmocniej z niesławnego występu na festiwalu telewizyjnym w Sopocie.

P: Dokładnie, a dla nas to jest wyjątkowy projekt audiowizualny z tamtych lat. Mandaryna to niezwykła cała postać i czuję, że jest w tym bogactwo kulturowe.

O: Inaczej patrzymy na kicz. On nas jakoś nie dotyka, nie czujemy, że to jest niebezpieczne, tylko że wręcz jest to bardzo swojskie i pocieszne. Pozytywne, takie beztroskie.

P: Taki bezwstydny kicz, który nie próbuje udawać czegoś wielkiego, po prostu jest jaki jest, to część nas.

W.M. A wy łapiecie ten dystans do samych siebie? Jesteście czuli na punkcie swojej twórczości, swojej relacji, swojego życia?

O: Chyba mamy dystans. Ciężko byłoby robić tak dziwne rzeczy, które robimy, bez jakiegoś  luzu w sobie.

P: Ja powiem z drugiej strony, że mamy też dużo dylematów, czy nie powinniśmy być jednak bardziej poważni, czy bawić się dalej w remiksy, korzystając z fali mody na nostalgię i kicz. Więc to nie jest taka prosta sprawa, bo jednocześnie chcemy robić rzeczy, które ludzie traktują poważnie.

O: A ja czuję, że te różne jakości się mieszczą w IKARVS. Nasz projekt jest na tyle punkowy, że im bardziej niespodziewane rzeczy robimy, tym lepiej i paradoksalnie jest on bardziej spójny. IKARVS to uniwersum, w którym nie wiesz, co cię spotka, ale na pewno te wszystkie działania łączy abstrakcyjne poczucie humoru. 

W.M. Na sam koniec spytam, jakie są wasze najbliższe plany.

O: Zrobimy niewielką trasę na wiosnę, ale przede wszystkim chcemy dalej wydawać utwory i myślę, że za chwilę wrócimy z nowymi singlami.

P: Po dokończeniu i wydaniu pierwszego albumu czujemy ulgę i tacy zrelaksowani możemy tworzyć nowe rzeczy. 

☕
Podoba Ci się to, co robimy?
Wesprzyj nas i postaw nam kawę!
Wesprzyj nas
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze