Minecraft odbił się naprawdę głośnym echem w branży gier wideo i doczekał się wielu naśladowców. Zazwyczaj były to projekty skazane na porażkę, ale ostatnio coraz częściej mamy do czynienia z prawdziwymi perełkami. Jedną z nich jest Vintage Story – większa, ambitniejsza i nastawiona na realizm produkcja, której cechy uzupełniają lukę wywołaną coraz gorszymi aktualizacjami Minecrafta.
Na czym polega Vintage Story?
Tak jak w przypadku Minectafta, Vintage Story to gra survivalowa rozgrywająca się w proceduralnym świecie złożonym z sześcianów. Niemal każdy blok możemy wykopać i tak samo niemal każdy blok możemy postawić gdzie nam się żywnie podoba. Obie gry są przeznaczone dla osób, które uwielbiają tworzyć rozmaite budowle, a ilość dostępnego budulca jest przerażająco wielka.

O ile w przypadku mechanik przetrwania Minecrafta są one raczej nieznaczące, gdyż po 2 minutach od stworzenia świata nie możemy już narzekać na brak jedzenia i schronienia, tak w przypadku Vintage Story sprawa jest bardziej skomplikowana. Tytuł ten reprezentuje survivale dla hardcore’owego gracza, jak The Long Dark, a co za tym idzie – wszelkie osiągnięcia są trudne do zrealizowania.
Dla przykładu, samo zbieranie jedzenia sprawia duże trudności, gdyż dzikie zwierzęta znacznie trudniej upolować, ale też nie możemy jeść surowego mięsa bez obaw – w przeciwieństwie do Minecrafta. W dodatku, gracz musi dbać o inne źródła substancji odżywczych: białko, warzywa czy zboża.
Oś postępu
Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb, zaczyna się pewna pętla postępu. Początkowo, gra jest swoistym symulatorem jaskiniowca – narzędzia ciosamy z kamienia, przed potworami chowamy się w ulepionej chatce z ziemi, wszystkie przedmioty przechowujemy na ziemi (gra pozwala na takie działanie, właściwie nie potrzebujemy używać schowków), zbieramy owoce oraz łowimy ryby. Gdy zdobędziemy wystarczająco dużo miedzi, która leży tu i ówdzie na glebie, możemy wykonywać pierwsze narzędzia z tego surowca. Potem poziom zaawansowania polega na tym, jak dużo zapasów matali znajdziemy – począwszy od miedzi, przez brąz i żelazo, skończywszy na stali.

Możemy też zajmować się w międzyczasie innymi czynnościami, jak lepienie z gliny czy zakładanie farmy. I tutaj trzeba wspomnieć, że każda czynność, nawet najabsurdalniej prosta, kryje się za jakąś mechaniką. Garncarstwo wymaga fizycznego lepienia naczyń; gleba posiada określone składniki, które wymagają rośliny. Dodatkowo, nie wszystkie rosną w takich samych temperaturach. Z tego powodu, próg wejścia do Vintage Story jest bardzo wysoki, a kilka pierwszych godzin uczymy się różnych mechanik i statystyk, ale kiedy uda nam się osiągnąć jakiś kamień milowy – jest to niesłychanie satysfakcjonujące.
Klimat i lore świata
Vintage Story ma zaskakująco sporo fabuły, jak na klona Minecrafta. Ludzkość przegrała wojnę z tajemnicza zarazą – rdzą, którą odkryła podczas badań nad tajemniczym źródłem nieskończonej energii. Niszczyła one ludzkie tkanki oraz urządzenia, nastawiając je przeciwko swoim stwórcom. Zeszli oni do podziemi, gdzie mieli większe szanse na przeżycie – jednak to nie pomogło. Na zgliszczach dawnych królestw pojawia się nowy gatunek niby-ludzi – serafini, w którego to wciela się gracz.
Klimat jest znacznie cięższy niż ten zaprezentowany w Minecrafcie. Kolory są bardziej stonowane i realistyczne. Ruiny dawnych królestw wystają z ziemi jako pomnik upamiętniający dawno wyginiętą rasę ludzką.

Estetyka jest dosyć niespotykana, bo wszelkie narzędzia dawnych cywilizacji oraz budynków przypominają te średniowieczne, ale z jedną niespodzianką – na wszystko nałożony jest filtr steampunkowy. Połączenie tego okresu z tą estetyka jest dosyć niespotykane, a jedynym dziełem, które z takiego korzysta i które przychodzi do głowy, to Miasto z Thiefa.
Twórcy zadbali o odpowiednią ekspozycję, więc jeśli gracz byłby zainteresowany, czym zajmowali się ludzie przed ich upadkiem, jak dokładnie do tego doszło oraz chcą poznać inne historie, może wybrać się w okazjonalne ruiny, lochy lub nawet całe twierdze, które wypełnione są listami, książkami oraz artefaktami.
Wieczny wczesny dostęp
Vintage Story to gra bardzo ambitna i trudno w jednym tekście przedstawić skalę projektu. Mechanik jest mnóstwo, a zapowiada się na jeszcze więcej. Produkcja wciąż jest we wczesnym dostępie, a twórcy wciąż nad nią pracują. Najgorsze jest jednak to, jak długo fani będą czekać na ukończony produkt, bo według prognoz Tyriona, czyli ojca projektu – ma to być aż 10 lat. Wygląda na to, że w finalną wersję Vintage Story fani będą się zagrywać ze swoimi niemłodymi już dziećmi.
Warto jednak czekać, bo projekt zapowiada się na najlepszą block-game w dziejach. Cieszy to, że popularność tego projektu wzrasta z miesiąca na miesiąc, co pozwoli rozwinąć skrzydła zespołowi producentów.


