Dredge jest unikalną, niezależną produkcją. Unikalną, bo jako rdzeń rozgrywki bierze dosyć popularną i mocno obecną mechanikę łowienia ryb, po czym dodaje swoje udziwniania, a to wszystko pakuje w uniwersum inspirowane dziełami Lovecrafta. Czym jest ta wcale nie pocieszna i nie kojąca gra o wędkowaniu?
Własna łódź
Gra zaczyna się od bardzo szybkiego wprowadzenia. Dostajemy własny, ledwo dryfujący kuter i pokazane są nam tajniki połowu ryb. Mechanika nie jest jakoś wymyślna, ale i tak sprawia frajdę – w końcu powinna, skoro gra w 80% składa się właśnie z wypraw i wędkowania. Jak było wspomniane, początkowo nasza łajba ledwo płynie i jesteśmy w stanie polować tylko na spokojne i małe ryby. Ma to też odzwierciedlenie w zarobkach, które z początku są raczej liche.
Zdobyte ryby składujemy pod pokładem, a ma to wygląd prostej gry logicznej. Ekwipunek podzielony jest na małe kwadraty, każda ryba ma inny kształt, a naszym zadaniem jest takie układanie wyników naszych połowów, aby zmieściło się ich jak najwięcej. Przypomina to nieco Tetrisa.
Wędkę możemy przeznaczyć też do wyławiania przeróżnych materiałów, które są zużywane do naprawy łodzi oraz ulepszeń.
I tak od grosza do grosza, od wyłowionej deski do deski stać nas na coraz lepsze wyposażenie: a to większe przestrzeń magazynowa na ryby, lepsze wędki czy sprawniejsze silniki. Z czasem nasz mały kuter zamieni się w nawodną wyścigówkę, cud inżynierii połowów oraz postrach mórz i oceanów.
Nie tylko ryby
Z pozoru nudna gra ma w sobie jednak drugie dno. Opowiadana w Dredge historia jest dosyć dobrze napisana i choć przedstawiana wyłącznie w formie tekstowej, to jednak tajemnica do odkrycia wciąż napędza gracza do badania nowych rejonów oraz rozmawiania z postaciami niezależnymi, które znajdują się na bezpiecznych przystaniach.
Fabuła opowiada o początkującym rybaku, który rozbił się o skały niedaleko okolicznej przystani. Nie pamięta on o tym, co działo się przed tym, ale jako że fach w ręku ma wyuczony, zaoferowana zostaje mu posada okolicznego rybaka. Już po pierwszym dniu pracy okazuje się, że cała okolica skrywa w sobie większe tajemnice, niż pozornie się wydawało, a gdzieś w tle zawsze przewija się temat okultyzmu.
Lovecraftowskie połowy
Poza mechanikami łowienia oraz nawet interesującą fabułą, Dredge oferuje jeszcze niepowtarzalny klimat inspirowany mitami Cthulhu. Na całym archipelagu dochodzi do przedziwnych wydarzeń, a dobrze to obrazują sytuacje napotykane podczas wędkowania.
Czasami zdarzy się, że wyłowiona ryba jest… dziwna. Spaczona. Jakby nie z tego świata. Innym razem podczas powrotu do przystani, przed statkiem zmaterializuje się znikąd skała. Czasami zobaczymy też niewytłumaczalne światła w wodzie.
Najbardziej jednak spotkać się z takimi wydarzeniami po zapadnięciu zmroku. Wtedy częstotliwość dziwacznych wydarzeń wzrasta, a do tego gracz musi dbać o poczytalność bohatera. Im jest ona mniejsza, tym cięższe zmagania nas czekają na otwartych wodach.
Gra świetnie oddaje klimat dziwności, z braku lepszego określenia. Ktoś, kto zna nawet powierzchownie prozę Lovecrafta, zobaczy tu wiele znajomych elementów. Fani takich klimatów poczują się jak w domu.


