Czterej jeźdźcy metalu dalej zachwycają, czyli Metallica na Stadionie Śląskim

0
0
Metallica, fot. Natalia Nazar

O Metallice napisano i powiedziano już wszystko. Legendarna formacja z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku wprowadziła ekstremalny metal na salony. Nawet nie tyle co na salony, co do arystokracji światowej muzyki. Wielu powiedziałoby, że miało to miejsce wraz z komercjalizacją brzmienia i wizerunku zespołu. Jednak dla znacznie większego grona odbiorców, James Hetfield ze spółką stali się formacyjnym doświadczeniem w odkrywaniu muzyki. Nic więc dziwnego, że na chorzowskim występie pojawiło się prawie 90 tysięcy fanów.

Blisko 30 lat temu w singlu Memory Remains trashmetalowcy opisywali historie zapomnianej gwiazdy, która panicznie pragnie utrzymać się na szczycie. O ironio, zespół nagrywał to w momencie szczytu popularności. Nazywani wręcz „Pierwszym Boysbandem Ameryki”, mieli u stóp publiczność i krytykę muzyczną. Paradoksalnie, kolejne sukcesy, takie jak wybitna koncertowa płyta S&M i singiel do Mission Impossible 2 I Disappear nie zapowiadały kryzysu na początku XXI wieku. Konflikt z platformą peer-to-peer Napster, pierwszy odwyk alkoholowy wokalisty Jamasa Hetfielda i fatalnie odebrany album St. Anger pozostawiły rysę na renomie metalowych gigantów.

Co jednak nigdy nie podlegało wątpliwości, to sceniczna forma Metalliki. Comebackiem po trudnych czasach była trasa w 2004, której jednym z przystanków był właśnie występ na Stadionie Śląskim. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że polskie koncerty Metallici na Śląsku często pokrywały się z ważnymi momentami w historii bandu. Od pierwszego występu w katowickim Spodku w 1987 podczas pierwszej trasy po śmierci basisty Cliffa Burtona, po występ na Stadionie Śląskim promujący przełomowy Black Album w 1991, kończąc po występy na tej areniew 2004 i 2008.

Przed tym koncertem było sporo znaków zapytania. Czy wokalista zespołu po 45 latach na scenie i kolejnym odwyku jest w stanie być w formie zadowalającej zadeklarowanych szalikowców zespołu. Ale czy zadowoli też tych, którzy na występie Metalliki pojawią się pierwszy raz. Czy reszta zespołu ma w sobie też tyle pasji, aby dalej zachwycać tłumy obecne na ich występach. Odpowiedź pojawiła się szybko, ale o niej za chwilę.

Piętnasty wieczór z Królami Trash Metalu rozpoczęli Knocked Loose. Jeden z najgłośniejszych zespołów sceny corowej ostatnich lat, zagrał dynamiczny set, który przy zapełniającym się stadionie stanowił idealne wprowadzenie do zdecydowanie cięższych brzmień. A dla nieprzekonanych ze studyjnych nagrań (do których również się zaliczam) dał impuls do ponownego zapoznania się z ich dorobkiem. Część fanów będzie miała okazje do powtórki już wkrótce, ponieważ Amerykanie zagoszczą jako support Bring Me The Horizon w Krakowie już w czerwcu

Wybór Gojiry jako wsparcia na tej trasie mógł być dla wielu zaskoczeniem. Francuzi mający swoje „5 minut” po występie podczas otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, wypełniają topowe hale i są headlinerami największych europejskich festiwali. I trudno było nie odnieść wrażenia, że swoistym samobójstwem scenicznym było zaproszenie ich jako support w absolutnej wybitnej, życiowej formie do rozgrzania publiczności. Set w formie greatest hits, zawierający największe przeboje od Stranded, Silverę, Flying Whales, zdecydowanie potwierdził ich miejsce na obecnej scenie metalowej, jako jednego z największych ( o ile nie największego) zespołów swojego pokolenia.

Jednak daniem głównym, na który czekali wszyscy zgromadzeni we wtorkowy wieczór, był występ najpopularniejszego zespołu metalowego wszechczasów. I od pierwszych dźwięków otwierającego występ Creeping Death, nie było wątpliwości, że pomimo już 45 lat na światowych scenach Metallica dalej ma w sobie więcej ognia i umiejętności niż 99% młodszych zespołów. Efekt mocnego otwarcia podbiła kolejna kompozycja – For Whom The Bell Tolls. Jakby było mało, kolejnym utworem na setliście okazał się wykonywany niezwykle rzadko rarytas w postaci Of Wolf and Men!

Kolejny utwory były ukłonem w stronę mniej popularnych albumów kapeli ze Zachodniego Wybrzeża. Radiowy singiel Memory Remains z Reload i kompozycja Lux Aeterna z ostatniej płyty 72 seasons, wyciszyły trochę publiczność. A miało to sens, bo panowie zaprezentowali następnie jedna ze swoich kluczowych ballad, czyli pierwszą część Unforgiven. Klasyk z Black Albumu, pomimo już 35 lat, dalej porusza i przyznaje szczerze, trudno nie było nie uronić choć małej łezki podczas tego wykonania.

Ale starzy wyjadacze nie mieli już innego wyboru, jak dorzucić coś mocniejszego w tym momencie. Choć dla wielu Fuel jest synonimem radiowości i komercjalizacji brzmienia w latach 90 zespołu, tak nie może odmówić tej piosence przebojowości. Chorzowska publika od pierwszych sekund dała się ponieść tej heavymetalowej kompozycji, po której nadszedł klasyczny czas na lokalny element setu.

Od wielu lat Metallica podczas koncertów zostawia miejsce na piosenkę kraju w którym występuje. Podczas warszawskiej wizyty w 2024 wybór padł na Wehikuł Czasu Dżemu. Tym razem Kirk Hammett i Rob Trujillo zaprezentowali klasyk Perfectu Chcemy być Sobą. Wybór może niezupełnie oczywisty, ale na pewno wpisujący się w politykę wybrania utworu rockowo-metalowego znanego przez każdego odbiorcę. Czy wyszło dobrze? To kwestia oceny, ale na pewno ukłon do tradycji muzycznej każdego państwa w którym się gra jest czymś godnym szacunku. W chwili obecnej na podobne elementy w programie występów decyduje się jedynie m.in. Dua Lipa, ale to zupełnie inny muzyczny świat.

Przed wielkim finałem, otrzymaliśmy wyciszenie w postaci The Day That Never Comes i Wherever I May Roam. Piosenki lubiane przez fanów, ale ciężko pomimo tego że były singlami im do miana hitów. A na te zdecydowanie miał nadejść czas. W tym momencie Metallica zaczęła wytaczać najcięższe działa – najpierw Nothing Else Matters, potem Sad but True i One. Zahipnotyzowana publika przecuwała, że sam finisz gigu dostarczy już tych piosenek, przy których będzie można wykorzystać pozostałą energię.

A wielki finał rozpoczął się od hołdu w setliście do debiutanckiego albumu Kill’em All, czyli Seek and Destroy. Jeden z najbardziej charakterystycznych riffów w historii zespolu rozgrzał publiczność, której zaserwowano potem legendarne Master of Puppets. A na samo zakończenie wybrzmiał choć radiowy, to kochany przez fanów Enter Sandman.

Choć powroty do domów i noclegów wielu uczestników trwały długo, chyba nie ma osoby, która żałowała sekundy spędzonej na Stadionie Śląskim z triem Knoocked Loose, Gojira i Metallica podczas trasy promowanej przez Live Nation. Trzeba się cieszyć, że najmłodsze pokolenia fanów maja okazję zobaczyć absolutne legendy w formie, a nie będące swoimi karykaturami. Szczególnie, że Amerykanie już nic nie muszą, tylko mogą. I miejmy nadzieję, że tak wspaniałych wieczorów z nimi będziemy mogli w Polsce jeszcze wiele razy doświadczyć.

Podoba Ci się to, co robimy?
Wesprzyj nas i postaw nam kawę!
Wesprzyj nas
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze